Wielka niwelacja, czyli o złej gościnności, łasce Bożej i Johananie HaMatbilu. II Niedziela Adwentu

I znowu Izajasz i znowu coś z czytania uciekło. Tym razem wersy Iz 40,6-8, przedstawiające niskie mniemanie proroka o człowieka, który przemija, podczas gdy potęga Boga trwa:


Głos się odzywa: „Wołaj!”
- I rzekłem: Co mam wołać? -
„Wszelkie ciało to jakby trawa,
a cały wdzięk jego jest niby kwiat polny.
7 Trawa usycha, więdnie kwiat,
gdy na nie wiatr Pana powieje.
<Prawdziwie, trawą jest naród>.
8 Trawa usycha, więdnie kwiat,
lecz słowo Boga naszego trwa na wieki”.

Utrzymano jednak sedno sprawy, czyli wezwanie do tego, by prostować ścieżkę Panu. Kiedy padła ta zachęta? Proroctwo o nadchodzącym z mocą Bogu padło tuz po innym proroctwie. Oto Ezechiasz, król judzki zachorował, a Merodak Baladan, król Bawel, czyli Babilonu przysłał mu list i dary z życzeniami powrotu do zdrowia. Wdzięczny chory pokazał posłom wszystkie swoje skarby. Po tym przychodzi Izajasz i pyta, co widzieli ci ludzie. Na to król: „Wszystko”. Więc Izajasz zapowiada, że: „Oto nadejdą dni, gdy to wszystko, co jest w twoim pałacu i co nagromadzili twoi przodkowie aż do dzisiejszego dnia, zostanie zabrane do Babilonu. Nic nie pozostanie, mówi Pan.” (Iz 39,6). Na to król, że skoro to nie ma się tak stać za jego życia, to spoko.

Zaraz potem, jakby dla zrównoważenia strasznej zapowiedzi, Izajasz wzywa do tego, by przygotować Bogu drogę. Jest to naprawdę ambitne zadanie. Należy:
– zniwelować wzniesienia: od pagórków po góry,
– materiałem uzyskanym w wyniku niwelacji zasypać doliny,
– usunąć wszelkie gwałtownie zmiany wysokości terenu.

Krótko mówiąc: ma być płasko. Dlaczego? Bo taka droga jest najlepsza. Za każdym razem, gdy pokazywane są plany budowy nowych dróg, widzimy, że prowadzone są prace nad tym, by nowy szlak, czy to kolejowy czy asfaltowy, nie przypominał rollercoastera. Różnice w wysokościach może i są naturalne i sprawiają, że wyprawy górskie są przyjemne i gwarantują piękne widoki, ale gdy się podróżuje w celach innych niż turystyczne to tylko zawady. W starożytności oznaczało to konieczność częstszych postojów lub zmieniania zwierząt pociągowych, ryzyoko zsunięcia się w przepaść cz

A droga musi być godna tego, kto nią pójdzie. Adonaj JHWH, w Tysiąclatce: „Pan Bóg” idzie z mocą, więc powinien sobie poradzić na wertepach, ale nie o to chodzi, by czekać biernie. Chodzi o to, by nie móc się doczekać tego spotkania, uczynić wszystko, by nastąpiło ono jak najszybciej. Bóg idzie wszak z gotową nagrodą i zapłatą. Nie jest to jednak social, a na coś za coś.

Żeby było jasne: nie ma tu mowy o kapitalizmie, wymianie dóbr w stosunku jeden do jednego. Mówimy tu o nagrodzie w rozumieniu bliskowschodnim. Sługa jest nikim, jego wysiłki zostają nagrodzone przez pana, który robi to, bo chce, a nie musi. Jest to łaska, udzielenie drobnostki z niezmiernego dobytku. Musimy pamiętać o proporcji możliwości człowieka i Boga.

A jednak, Bóg domaga się tego, by dokonać niemożliwego. I bezsensownego. Ba-midbar, a więc „na pustyni” mają być przeprowadzone wielkie przygotowania. Pustynia, jak sama nazwa wskazuje, jest pusta. Nikt tam nie chodzi. Pustynia to miejsce ucieczki od ludzi tak dla ludzi świętych, jak i zbrodniarzy. A jednak stamtąd ma przyjść Bóg.

Ale jaki! Idzie niby z mocą. Ale zaraz potem zostaje porównany do delikatnego pasterza, noszącego na piersi jagniątka i troszczącego o karmiące owce. Lekki szok. Pan, który każe sobie gotować drogi na bezdrożach, dzierżący wielką moc, tylko po to by troszczyć się o najbardziej bezbronnych ze swoich podopiecznych.

Dlaczego? Bo drogi Boga nie są drogami ludzkimi (por. Iz 55,8). Skoro ziemia Izraela zapełniła się grzechami, a każda ścieżka ludzka była ścieżką grzesznika, Bóg był tam, gdzie pozornie nikogo nie było. Jednak, jak już wspomniałem, na pustynię uciekali także ludzie sprawiedliwi – tacy jak Jan Chrzciciel.

Joannes Baptidzon, bo tak brzmi jego imię w Ewangeliach napisanych po grecku, a po hebrajsku zapewne Johanan HaMatbil (por. TNM 1) zaczął głosić w miejscu teoretycznie nie będącym pustynią. W końcu trudno kogoś zanurzyć na bezwodnym pustkowiu. Zawsze ziemia przy rzece jest nieco żyźniejsza, zawsze jakąś rybę się złowi. Czy był więc „głosem wołającego na pustyni”?

Zacznijmy od tego, że mamy problem z tłumaczeniem. Wystarczy spojrzeć na różnicę między czytaniem pierwszym, w którym mamy „Głos wołającego: «Na pustyni…»” a wersją, jaka przeszła do języka polskiego jako synonim głosu bez odpowiedzi: „głos wołającego na pustyni/puszczy”. I grecki i hebrajski rękopis nie mają jasnego podziału interpunkcyjnego. Masoreci kilkaset lat po Chrystusie dopisali dodatkowe znaki – samogłoski i akcenty, naprowadzające na właściwe brzmienie słów i podział logiczny zdania. Także tekst grecki, pisany ciągle i samymi wielkimi literami nie ułatwiał sprawy. Popatrzymy choćby na ten tekst.

źródło: http://www.orygenes.pl/poczatek-ewangelii-o-jezusie-chrystusie-mk-11-8/

źródło: http://www.orygenes.pl/poczatek-ewangelii-o-jezusie-chrystusie-mk-11-8/


Gdzie tu początek zdania, gdzie koniec?  TRUDNOOKREŚLIĆTYMBARDZIEJŻEDLAOSZCZĘDZNOŚCITESKTUNIEPISANOIMIONŚWIĘTYCHTYLKOICHSKRÓTYNAPRZYKŁADCHSZAMIASTCHRISTOS.

Jednak gdy przypatrzymy się Ewangelii obie wersje są poprawne, możliwe do zastosowania dla Chrzciciela. „Śpiewanie Marysi” może oznaczać i „śpiewanie przez Marysię” jak i „śpiewanie dla Marysi”.

Jan występuje poza sercem Izraela, poza Jerozolimą, jest oddzielony od kapłanów, choć po ojcu, Zachariaszu, pochodzi z rodu Lewiego, nie jest też faryzeuszem, nie jest też na pewno zwolennikiem Heroda. Występuje na odludziu, ale też głosi na nieurodzajnej ziemi. Lud Wybrany był spragniony słowa Bożego, jednak nie otrzymywał go od swoich przywódców. Jeśli głosili oni prawdę, mieli potem problem, żeby się do niej dostosować w życiu codziennym. Ci, którzy zachowywali się zgodnie ze swoja nauką – saduceusze, qumrańczycy i esseńczycy, nie mieli serca dla prostego ludu.

W to wszedł Jan Chrzciciel, który nie tylko domagał się radykalnej postawy, ale i sam żył radykalnie. Jako nazyrejczyk, został ofiarowany Bogu i dla Niego poświęcił wszystko. Głosił chrzest nawrócenia dla grzeszników, kierując pod ich adresem ostre słowa, ale nie po to, by ich prześladować, ale by ich uleczyć. Jednak ta nowa jakość jest jedynie przedsionkiem do zupełnie nowej jakości.

Jan zapowiada kogoś tak wielkiego, że sam nie jest godzien pełnić wobec niego najgorszej funkcji niewolniczej – zdejmowania sandałów. Dla Żydów jego czasów było to jasne: chodzi o Mesjasza. Chrzciciel rozpalił do czerwoności emocje, które stale były w gotowości do wybuchu. Gdy przyszedł Jezus, grunt był gotowy.

Prostujciesciezki

 

Tak na Marginesie:
1) HaMatbil to przydomek Jana, syna Zachariasza w Ewangelii według św. Mateusza w edycji Szem Towa oraz np. w powieści „Mąż z Nazaretu” Szaloma Asza. Pierwsza to część polemicznego dzieła hiszpańskiego rabina, Ewangelia Mateuszowa w języku hebrajskim, która wypłynęła przy okazji sporów katolicko-żydowskich. Dzieło Szaloma Asza zaś to powieść, która spowodowała skandal w Synagodze (autora oskarżono o to, że chce ochrzcić Żydów), daleko jest też od chrześcijańskiego rozumienia Chrystusa.

Opublikowano Czytania, Wiara | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Wybawienie nadejdzie nagle. I będzie straszne. I Niedziela Adwentu

I znowu Izajasz sprawił kłopot liturgistom układającym tekst czytań. Chcieli oni dać tekst o zapowiedzianym przyjściu Boga i słabości człowieka, ale najlepszy ku temu fragment zawierał też wątki antypogańskie, więc skupiono się na wersetach zapowiedzi. A już początek rozdziału 63. Księgi Izajasza zapowiada przyjście Boga celem wybawienia Izraela, ale też rozprawy z narodami, gojim.

Iz

Rozdz 63

16 Boś Ty naszym Ojcem!
Zaiste, nie poznaje nas Abraham,
Izrael nas nie uznaje;
Tyś, Panie, naszym Ojcem,
„Odkupiciel nasz” to Twoje imię odwieczne.
17 Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić
z dala od Twoich dróg,
tak iż serce nasze staje się nieczułe
na bojaźń przed Tobą?
Odmień się przez wzgląd na Twoje sługi
i na pokolenia Twojego dziedzictwa.
18 Czemu bezbożni wtargnęli w Twoje święte miejsce,
wrogowie nasi podeptali Twoją świątynię?
19 Staliśmy się od dawna jakby ci,
nad którymi Ty nie panujesz
i którzy nie noszą Twego imienia.
Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił -
przed Tobą skłębiły się góry,
Rozdz.64
1 podobnie jak ogień pali chrust
i sprawia wrzenie wody -
abyś dał poznać Twe imię wrogom.
Przed Tobą drżeć będą narody,
2 gdy dokonasz dziwów nadspodziewanych,
<Zstąpiłeś: przed Tobą skłębiły się góry>
3 i o których z dawna nie słyszano.
Ani ucho nie słyszało,
ani oko nie widziało,
żeby jakiś bóg poza Tobą czynił tyle
dla tego, co w nim pokłada ufność.
4 Wychodzisz naprzeciw tych, co radośnie pełnią sprawiedliwość
i pamiętają o Twych drogach.
Oto Tyś zawrzał gniewem, bośmy grzeszyli
przeciw Tobie od dawna i byliśmy zbuntowani.
5 My wszyscy byliśmy skalani,
a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata.
My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście,
a nasze winy poniosły nas jak wicher.
6 Nikt nie wzywał Twojego imienia,
nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie.
Bo skryłeś Twoje oblicze przed nami
i oddałeś nas w moc naszej winy.
7 A jednak, Panie, Tyś naszym Ojcem.
Myśmy gliną, a Ty naszym twórcą.
Dziełem rąk Twoich jesteśmy my wszyscy.

Co zostało? Tak jak pisałem – fragmenty o słabości ludzi i mocy Boga. Zaczyna się od tego drugiego fragmentu, więc najpierw rzućmy okiem na niego. To obraz Boga, jakiego wyczekują siedzący w niewoli Żydzi. Wiedza, że Bóg jest ich ojcem i odkupicielem. Chrześcijanie ten drugi termin ujmują dość prosto znając swoje rozumienie odkupienia. W języku hebrajskim słowo „goel” ma nieco inne, bardziej dosłowne znaczenie.

Goel to mściciel krwi. Jego obowiązkiem było wymierzenie sprawiedliwości umyślnemu zabójcy, nawet gdyby ten schronił się w „mieście ucieczki”, azylu dla zabójców nieumyślnych. Obowiązkiem starszyzny takiego miasta było wydanie mordercy w ręce mściciela (Lb 35, 9-34). Goel miał także obowiązki mniej mordercze. Izraelitę, który popadłby w niewolę u nie-Izraelity należało wykupić i miał tego dokonać ktoś z najbliższej rodziny (Kpł 25,48-49).

To dotyczyło pojedynczych ludzi. A co z całym narodem? Tu nie wystarczy jeden człowiek, tu musi wejść Bóg. Oczekując tego wykupienia, pomszczenia krzywd, Żydzi oczekują czegoś spektakularnego. Sami jednak wiedzą, że ich kondycja moralna jest, powiedzmy eufemistycznie, nie najlepsza. Z powodu ciężaru win nic nie znaczą, a nawet ich dobre czyny są jak „skrwawiona szmata”. Są teorie, że chodzi tu o rodzaj prymitywnej podpaski – mającej ukryć nieczystość. Takie czyny są popełniane tylko po to, by zrównoważyć wyrządzane zło i wyjść na nieco porządniejszego niż w rzeczywistości. W efekcie gniew Boga jest jak najbardziej słuszny – to Izraelici nie pojęli na czas, że trzeba zwrócić się ku swemu Stwórcy, że zależą od niego jak glina od garncarza.

W tym świetle wezwanie Chrystusa do czuwania nabiera nowego wydźwięku. Najpierw jednak trzeba zadać sobie pytanie, czego ono dotyczy.

Powszechnie przyjmuje się, że 13. rozdział Ewangelii wg św. Marka dotyczy końca świata, czyli Paruzji. Zaczyna się on od zachwytów uczniów nad Świątynią Jerozolimską. W odpowiedzi Jezus ogłasza, że z tego wielkiego dzieła nie zostanie kamień na kamieniu, a potem na osobności wykłada Piotrowi, Jakubowi i Janowi szczegóły. Czy dotyczy to końca świata, czy zburzenia świątyni jerozolimskiej? Jezus zapewnia, że wydarzenie to będzie miało miejsce za czasów tego „pokolenia”. I tak, przynajmniej Jan dożył czasów, gdy po Świątyni zostały tylko gruzy.

Rzuca się w oczy, że jest to ostatni fragment przed rozpoczęciem opisu męki Chrystusa. To, co najważniejsze zostało przekazane, więc teraz podobnie jak gospodarz wybierający się w daleką podróż, Jezus przekazuje ostatnie napomnienia sługom, którym zostawia pieczę nad swoim Kościołem.

Wydaje się, że Jezus łączy tu dwa wątki. Pierwszy, koniec żydowskiej religii w takim kształcie, w jakim znali ją Apostołowie, skupionej na ofiarach i dla której osią świata była Jerozolima i Świątynia (por. TNM 1) Drugi to koniec świata, Dzień Pański, gdy dojdzie do powrotu Syna Człowieczego, czyli Paruzji. Podobnie prorocy Starego Testamentu potrafili w jednym tekście zawrzeć obietnice dotyczące czasów najbliższych i dalszych.

Kamień na kamieniu jeszcze ze Świątyni pozostał i trwał nawet wtedy, gdy na jej miejscu stanęła świątynia Jowisza Kapitolińskiego, potem kościoły chrześcijańskie, a wreszcie, meczety. Ściana Płaczu jeszcze stoi. Podobnie i Ewangelia nie była głoszona wszystkim narodom za czasów Jezusa, bo nie dotarła nawet do południowej Afryki. Jeszcze nie wszyscy słyszeli o Ewangelii (por. TNM 2)

By Golasso - Own work, GFDL, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=12647724

By Golasso – Own work, GFDL, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=12647724

Chrystus porównuje Dzień Pański do człowieka, który wybrał się w daleką podróż i zostawił swój dom pod opieką sług. Nie wiadomo, kiedy nadejdzie z powrotem, choć w zwyczaju było posyłanie przed sobą prodromosa, czyli osoby, która przybywała na miejsce wcześniej, by przygotować miejsce. Tak więc Jezus zapowiada, że będą pewne znaki zapowiadające Paruzję, ale ich rozpoznanie też wymaga czujności. Możliwe, że gdy zwiastun zapuka do drzwi, będzie za późno, by cokolwiek naprawić, by choć trochę ogarnąć dom. Jeżeli nie będziemy stale czujni i nie będziemy stale dbać o swoją duszę, gdy zauważymy oznaki końca, będzie za późno by za grzech żałować, bo dusza będzie znieczulona, nie będzie potrafiła grzechu rozpoznać. Gdy przez całe życie żyje w bałaganie mogę mieć problem z zajarzeniem, że środek pokoju to nie miejsce na buty. Nie będzie dość czasu na zadośćuczynienie, bo liczba skrzywdzonych ludzi będzie ogromna.

Znakom rychłego końca świata towarzyszyć fałszywi mesjasze i im wierzyć nie należy. Tak samo jak rożnym sektom ogłaszającym koniec świata w roku 1914, 1933, 2000, 2012, 2033…

Źródło: http://gosc.pl/doc/1812534.Czy-mozemy-przyspieszyc-paruzje

Źródło: http://gosc.pl/doc/1812534.Czy-mozemy-przyspieszyc-paruzje

Słowa o odźwiernym, który miał zarząd nad całym domem ma znaczenie w związku z gronem uczniów, których dotyczy mowa z Mk 13. Na nadzorcach spoczywa szczególna odpowiedzialność za to, by znaki czasów rozpoznawać i nie ulegać ani fałszywym mesjaszom, ani słodkiemu lenistwu i przeświadczeniu, że „Pan jest jeszcze daleko, porządki mogą poczekać”.

Tak Na Marginesie:
1) Żydzi stale pamiętają o tym, że potrzebują ofiar, które mogą składać tylko tam, gdzie Abraham ułożył ołtarz, na którym miał spłonąć Izaak, dlatego Talmud, ułożony długo po zburzeniu Jerozolimy zawiera spory traktat na temat ofiar świątynnych, a nadto niektóre odłamy dbają o zachowanie czystości linii kapłańskiej.
2) Św. Paweł musiał znać naukę o tym, że wszystkie narody muszą znać Ewangelię, by nadszedł kres czasów, co wpływało na jego aktywność apostolską. Tym bardziej, że nawrócenie pogan miało pociągnąć nawrócenie Żydów (por. Rz 11,25-26).

Opublikowano Czytania, Wiara | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Czy prawicowym jakobinom wolno wieszać portrety? O Targowicy i strzelaniu do kaczek

Nie trzeba być gigantem intelektu, by mieć poglądy. Jednak nie trzeba być też Einsteinem, by zauważyć drobne różnice między indywidualnymi aktami nienawiści, nawet dokonywanymi przy aprobacie wyższych czynników, a jawnym wezwaniem do zabójstwa wychodzącym od lokalnych liderów i będącego głównym punktem skromnej, bo skromnej, ale głośnej manifestacji w centrum miasta.

Źródło: https://www.radio.katowice.pl/zobacz,33208,Szubienice-w-Katowicach-Jest-sledztwo-w-tej-sprawie-.html#.WiAs5FXT6Uk

Źródło: https://www.radio.katowice.pl/zobacz,33208,Szubienice-w-Katowicach-Jest-sledztwo-w-tej-sprawie-.html#.WiAs5FXT6Uk

Chodzi mi oczywiście o wieszanie portretów europosłów, jakie urządzili sobie narodowcy w Katowicach. Zapewne miało to symboliczne odniesienie do egzekucji in effige, dokonywanej symbolicznie wizerunku skazanego, który z jakichś powodów – czy to śmierci czy ucieczki, nie mógł być publicznie skazany. Najbardziej znanym w Polsce przykładem takiego zachowania było wieszanie portretów zdrajców w czasie insurekcji kościuszkowskiej, czemu przewodzili hugonici, czyli jakobini polscy, równie głodni krwi jak ich francuskie wzory. Gdy jednak udawało się otoczyć i schwytać zdrajców, wieszano ich po pokazowych procesach. Kościuszko ostatecznie rozpędził wieszaczy ludowych, dla których zgromadzony za drzwiami sądu lud był najlepszym argumentem za skazaniem kogoś na śmierć.

635332441559161108

Europosłowie są poza zasięgiem radykalnych nacjonalistów, którzy nie mają możliwości i (co pokazuje katowicka akcja) kompetencji, by rządzić i wydawać przez swoich sędziów wyroki, więc chociaż sobie obrazki powiesili. Paradoksalnie, obwiniający rewolucje francuską i październikową o wszelkie zło prawicowcy odwołali się do ruchu rewolucyjnego.

Co gdyby Róża Thun znalazłaby się w mocy panów z ONR, Ruchu Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej? Co wtedy by się stało z ich tęsknotą za starymi, dobrymi czasami, gdy dla konfidentów była brzytwa, królowie i papież byli mocni, a szubienice wcale nie symboliczne? Czy odżyła by ona i zostałaby wcielona w życie?

Ktoś porównał happening katowicki do antypisowskich i antyklerykalnych transparentów, zawierających na przykład wizerunek kaczki z wycelowaną w nią strzelbą, czy zbierania na płatnego zabójcę w teatrze w czasie przedstawienia.

Widać tu jednak brak zrozumienia dla podstawowych różnic między tymi wydarzeniami. Po pierwsze, incydenty transparentowe zdarzają się wszędzie, a im większa manifestacja tym większa szansa, że trafi się idiota, ktoś o spaczonym poczuciu humoru lub jawny prowokator. Za każdym razem to te najbardziej pomysłowe, skandaliczne czy bezczelne plansze trafiają na główne strony portali ideologicznie przeciwnych organizatorom wydarzenia. To nurty oddolne, objawiające się wyróżniającymi się i dalej wyróżnianymi jednostkowymi aktami pogardy.

KACZKA

Gdy na Marszu Niepodległości 2017 pojawił się transparent neonazistów wystarczyła chwila, by zrobiono mu dziesiątki zdjęć i by wywołał on burzę i oskarżenie, że postulaty rasowe były sednem idei marszu. Odpowiedź organizatorów była prosta: to margines, albo właśnie prowokatorzy, choć bardziej skłaniam się ku pierwszej wersji: są narodowcy polscy, którzy cierpią widząc słowiańską rasę pod watykańskim butem, ale wobec historii XX w. niewielu jest tak „odważnych”, by dostosowywać do Polaków idee III Rzeszy Niemieckiej.

Po drugie, sztuka, w czasie której aktorzy robili zrzutkę na płatnego zabójcę, który miałby zlikwidować Jarosława Kaczyńskiego. Tu mamy element zgnicia teatru jako sztuki, gdyż szukając nowych treści jest on gotów przekraczać wszelkie granice form przy jednoczesnej odrazie do konserwatyzmu i potrzebie bycia sławnym także poza gronem stałych bywalców nowoczesnych teatrów. To ruch odgórny, wychodzący od tych, którzy chcą się nazywać elitami, ale tak naprawdę ich nauka to po prostu ta sama oddolna pogarda, wzmocniona wiedzą, zaczerpniętymi z niej wybiórczymi argumentami i odpowiednimi tytułami.

Nie za bardzo wiem, dlaczego narodowcy upierają się, by porównywać bezkarność artystów z tępieniem podobnych jak ich manifestacji politycznych. ONR, ani MW ani RN nie są (z tego co wiem) grupami artystycznymi, tylko politycznymi, a ich prezentacja dotyczyła konkretnych osób.

W Katowicach śląscy narodowcy pokazali, że da się połączyć zwykłą, prymitywną żądzę zemsty z pozornie jasnym znaczeniem historycznym przy zupełnym jego niezrozumieniu. To ich lokalni liderzy zorganizowali wieszanie in effige, wiedząc, że zadowoli to najbardziej radykalnych zwolenników i wywoła oburzenie i rozgłos. Samo nazwanie zdrajców zdrajcami przeszłoby bez echa, więc potrzebna była szubienica.

Na reakcje z lewej strony nie trzeba było długo czekać. „brunatna maź”, „skandal” i wreszcie możliwość, moim zdaniem całkiem usprawiedliwiona, wytoczenia sprawy sądowej narodowcom i, możliwość całkowicie niesłusznego ataku na całą prawicę jako na „faszystów”. I na co ten pozew przeciwko Verhofstadtowi za nazwanie uczestników Marszu Niepodległości „faszystami” z powodu grupki idiotów, skoro zaraz potem lokalni liderzy organizatorów pokazują, że mają zapędy do wieszania?

Polska prawica ma jeden dogmat: komunizm i lewica postkomunistyczna jest nie tylko zła, ale jest ucieleśnieniem zła, bez krztynki racji i bez jednego dobrego czynu na koncie, lewicowcy są prymitywni i niedouczeni. Teraz doszedł nowy dogmat: równania w dół, by zejść do poziomu tej chamskiej, prymitywnej i manipulującej historią esencji zbrodniczości. 

Podejrzewam, że jeśli polscy nacjonaliści kiedykolwiek mieliby wybierać pośród siebie człowieka-symbol, ucieleśnienie radykalizmu z kibolskim prymitywizmem i ciągłe granie pod lewicową narrację, to zwycięzcą niechybnie byłby Radomski Łowca Barw.

Opublikowano Historia, Na bieżąco, Polityka | Otagowano , , , , | Skomentuj

Duszpasterska apokalipsa, czyli o owcach, kozłach i paszczy pasterza. Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

Wydawałoby się, że wybór czytań pasowałby bardziej do Niedzieli Dobrego Pasterza. Jednak wystarczyłoby nieco tylko rozszerzyć tekst pierwszego czytania, a mielibyśmy mocne odwołanie do króla Dawida.

Ezechiel w rozdziale 34. pisze o pasterzach, ale przede wszystkim o tych złych. O tych, którzy zamiast strzec owiec opijają się mlekiem i odziewają w wełnę, prowadzą trzodę za zadeptane przez siebie pastwiska i poją mętną wodą. Bóg ustami Ezechiela mówi o tym, że z tego pasterzowania przyjdzie zdać rachunek. Kim są ci pasterze? To kapłani, nauczyciele ludu, czy władcy? Biorąc pod uwagę, że Ezechiel pisze o sytuacji przed wypędzeniem, a z urzędów świątynnych dało się ciągnąć spore profity, sam prorok zaś był z rodu kapłańskiego, chodzi tu o pierwszą grupę.

To ci, którzy powinni strzec ludu przed zagrożeniami, którzy powinni się o niego troszczyć doprowadzili do sytuacji, że słaby i rozproszony lud był bezbronny wobec wrogów. Skończyło się to niewolą babilońską.

Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/454371049877161261/

Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/454371049877161261/

 

W tym momencie Bóg zapowiada swoje przyjście. Zapowiada, że odtąd sam będzie pasterzował, że obierze je z rąk tych, którzy zamiast opiekunami okazali się drapieżnymi zwierzętami. Podobnie jak Dawid jako młodzieniec wyrywał z paszczy niedźwiedzia porwanego barana (1 Sm 17, 35), tak i Pan wyrwie Izraela z paszczy niegodnych kapłanów (Ez 34,10) i ustanowi nowego pasterza – właśnie Dawida, czyli prawowierną dynastię. W Bożym sądzeniu nie będzie względów ani dla ubogich, ani dla bogatych (34,20), choć to ubodzy w zaprowadzaniu sprawiedliwości najwięcej zyskają. Jest tu też zarzut wobec bogatych, bo nie o pasterzach Ezechiel mówił, że bodli rogami słabe (34,21) a o tych owcach, które korzystając z braku należytego nadzoru nad stadem nie dopuszczały słabszych do wodopoju i pastwiska. Tak, tu jest zarzut pod adresem bogaczy, którzy widząc bezprawie śmiało z niego korzystali, żerując na cudzej biedzie.

Nie ulega wątpliwości, że do obrazu Izraela jako owczarni Bożej odnosił się Jezus w… No właśnie. Czym jest ta wypowiedź? Najwyraźniej jest to apokalipsa, czyli objawienie przyszłości z elementami symbolicznymi. Jezus przedstawia, co się stanie, gdy Bóg przyjdzie i doprowadzi do sądu między owcami tłustymi a chudymi.

Chrystus pokazuje siedem grup wykluczonych, którym nie udało się osiągnąć sukcesu, ludzi pozbawionych ochrony jaką daje majątek czy układy. Ludzie z marginesu, którzy nie wzięli kredytu, nie zmienili pracy, którzy jeszcze mają czelność, zamiast zadowolić się szczawiem i mirabelkami, powołują się na Prawo i domagają się wsparcia.

Prawo Mojżeszowe mocno chroniło te grupy, nakazując na przykład zostawiać część zbiorów dla ubogich, czy zakazując gnębienia przybysza. Ktoś mógłby powiedzieć, że niepotrzebne były te przepisy, bo przecież ubogi powinien znaleźć wsparcie z samego tytułu miłości bliźniego. A jednak Bóg zdecydował, że należy na człowieku niejako wymusić dobre serce przez dodatkowe przepisy – nakazy i zakazy. Dlaczego? Właśnie dlatego, że w sytuacji bezprawia bogacą się ludzie o złym sercu, a wielu dobrych trafia właśnie do grupy potrzebujących. Niektórzy wręcz z odmowy pomocy uczynili sobie sztandar, dumnie głosząc, że zachęcają ubogiego do pracy nad sobą.

Jezus uzupełnia przepisy Prawa podstawą, jaką jest miłość do Boga. Nawet najpiękniejsza liturgia i największe cegiełki na budowę kościołów nie dadzą nic, jeśli nie będą wsparte szacunkiem dla przykazań „socjalnych”. Z ich wypełnienia będziemy rozliczeni, a jeśli ten rachunek będzie dla nas niekorzystny, skończymy tam gdzie jest płacz i zgrzytanie zębów. Bóg wtrąca się w ekonomię i nakazuje odrzucić zasadę wspierania swoich, a nakazuje zwrócić się do tych, których jedynym obrońcą jest On sam.

Pozwólcie, że na koniec przytoczę tu fragment z „Kapitału. Mowy w obronie człowieka”, wtedy jeszcze arcybiskupa, a obecnie kardynała Marxa. Wspomniał on historię biskupa Wilhelma Emmanuela von Kettelera, który jako wikary napotkał na ulicy płaczące dziecko.

Było głodne i krótko przedtem żebrało u jakiegoś bogatego gospodarza o chleb, ale ten odmówił. Gdy wikary Ketteler to usłyszał, udał się prosto do tego domu. Tu został serdecznie powitany, poproszono go o zajęcie miejsca i podano posiłek. Ketteler, dziękując, odmówił jedzenia i poprosił tylko o kromkę chleba, którą gospodarz, jakkolwiek poirytowany, dal mu. Ketteler podziękował i, jak podaje miejski kronikarz, powiedział z głęboką powagą: «Uczciliście mnie, bo jestem kapłanem, wolnym obywatelem. Ale ta kromka jest dla biednego dziecka, dla gościa, który stoi wyżej ode mnie, bo Chrystus powiedział: ‘Co uczyniliście najmniejszemu spośród moich braci, to uczyniliście Mnie samemu’»” (R. Marx, „Kapitał. Mowa w obronie człowieka”, Kraków 2009, str 167-168).

Panowanie Chrystusa nie jest ogłoszeniem wolności od ciężarów podatkowych. Panowanie Chrystusa jest sprawiedliwe nie tylko przez danie wszystkim jednakowych szans, ale też przez wsparcie tam, gdzie z powodu niesprawiedliwości, grzechu czy zwykłej ludzkiej biedy ludzkie wysiłki to za mało. 

Opublikowano Czytania, Wiara | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj

Czarna sotnia polska, czyli czego Sienkiewicz mógł nie wiedzieć

Czy nacjonalizm polski można porównywać z nacjonalizmami niemieckim czy rosyjskim? Krąży po internetach powtarzana za Sienkiewiczem opinia, że polski nacjonalizm jest wyższy niż ten, jakim traktowali nas zaborcy. Czy tak jest rzeczywiście?

Źródło: wykop.pl

Źródło: wykop.pl

Polski nacjonalizm jest szczególny. Wyrósł poniekąd na słabości. Zjednoczenie kraju po rozbiciu dzielnicowym nie było dziełem woli narodowej, bo tak po prawdzie jeszcze słabe było poczucie polskości, wszak jeszcze pod Grunwaldem Polacy głównie z przyczyn politycznych wiązali się z Krzyżakami, a nie z Jagiełłą. Nie mieliśmy takiego czynnika odgórnego jaki mieli na przykład Niemcy, którzy znali Święte Cesarstwo Narodu Niemieckiego istniejące, choć samo państwo rozbite było na wiele państewek, zjednoczonych dopiero w XIX wieku. Mieliśmy czasy sarmackiej dumy, ale była to duma głównie szlachecka, bo zwykły chłop nie czuł się wcale potomkiem jakiegokolwiek starożytnego ludu. Kościuszko porwał lud obietnicami ziemi, a nie niepodległości narodu.

Dla Niemców przełomem był XIX w., bo to wtedy tworzyły się wszelkie nowoczesne nacjonalizmy. Musimy mieć świadomość, że miało to związek ze zmianą modelu władzy. Przed długie wieki państwo to była dynastia, nie naród. Nie Francja, a Kapetyngowie. Nie Anglia, a Tudorowie. Gdyby podzielić Europę według samoświadomości, składałaby się ona z setek małych państewek, które zamieszkiwali najprościej rzecz ujmując „ludzie stąd” (por. TNM 1). Istniała jakaś ogólna świadomość, ale nie miała ona takiej wagi jak lokalne interesy. Była ona raczej efektem działań odgórnych, na przykład książąt niemieckich chcących przez poparcie dla herezji luterańskiej zrezygnować ze zwierzchnictwa cesarskiego i papieskiego. Nacjonalizm niemiecki nieraz też występował przeciwko papiestwu, chcąc uznawać wyższość władzy Niemca nad Włochem w kwestii nadawania godności biskupiej w Niemczech (spór o inwestyturę).

W XIX w. monarchie osłabły na rzecz ruchów demokratycznych. Nagle ludy uświadomiły sobie znaczenie krwi, wspólnego dziedzictwa, więc zaczęła się tworzyć idea państw narodowych. Ta idea doprowadziła do zjednoczenia niemieckich państewek pod pruskim butem, jak gdyby to Prusy były esencją ducha niemieckiego. On dawał siły, by prowadzić Kulturkampf, by wynaradawiać podbite ludy.

W Rosji z kolei było nieco inaczej. Nie pamiętamy, skąd się wzięła potęga caratu, mapka rozwoju terytorialnego Imperium Rosyjskiego miga nam przed oczami. Nie widzimy tego powolnego marszu na wschód, uzasadnionego siłą rosyjskiego ducha i potęgi Caratu. Ledwo pamiętamy, że to Rosjanie sprzedali Stanom Alaskę – bo i tam doszli. Batiuszka gwarantował rozwój, jednak kultura rosyjska nie była tak silna – ulegała silnym niemieckim czy francuskim wpływom. Okrzepła jednak i była zdolna rusyfikować w imię jednolitości narodowej – nie tylko Polaków, ale też Ujgurów czy Czeczenów.

Nie było to osobliwe na mapie XIX-wiecznego świata. Amerykanie starali się na silę ubielić kulturalnie Indian, przedstawiając ich kulturę jako zbrodniczą prymitywną ideologię. Anglicy z jednej strony zarażali swoją kulturą, z drugiej byli też podatni na orientalizację, jednak częściej to kraj kolonizowany przyjmował wpływy kolonizatora niż odwrotnie. Kolonializm ogólnie polegał na wyzysku zakładającym niższość kultur ludów podbitych. W końcu z jakiegoś powodu zostały podbite, tak? Albo przez przekupność władz, albo przez małą bitność wojska. Podbici. Koniec. Niższa kultura. Hej! Nawet Rzymianie pieklili się, że ich kultura ulega zmiękczeniu przez greckich nauczycieli filozofii i poezji!

W tym okresie Polacy siedzieli pod trzema butami. Cierpieliśmy i na tym cierpieniu zbudowaliśmy swoje pojęcie narodu. Polak to ten, który znosi prześladowania i które stanowią jedyną barierę dla jego wielkości, siły, chwały, szlachetności i tak dalej. Polak nigdy nie uciskałby innych narodów, wcale nie jest antysemitą i wcale nie jest w niczym gorszy pod względem patriotyzmu od Niemca a od Rosjanina pod względem pobożności i wytrzymałości wątroby.

Na pojęciu krzywdy i niespełnionej wielkości wyrósł Sienkiewicz i popularność jego Trylogii. Sienkiewicz odróżniał nacjonalizm polski od pruskiego czy czarnosecinnego, gdyż nie znał polskiego nacjonalizmu w sytuacji, gdy Polacy mają własne państwo.

A tu przypomnijmy – historia zorganizowanego nacjonalizmu polskiego nie jest długa. Nawet w kontekście dwudziestolecia międzywojennego. Weźmy taki ONR, założony oficjalnie w kwietniu 1934., został zdelegalizowany w… lipcu 1934 r., po serii akcji zbrojnych. Szybko dali się poznać. Wystarczy odrobina siły, wystarczy odrobina poczucia, że ta ziemia jest nasza, nie możemy do niej nikogo dopuścić o jesteśmy w stanie to zrobić i ta sienkiewiczowska miłość, tolerancja i inne cnoty ulegają barbarzyństwu. Jest w tym trochę polskiego „chłop żywemu nie przepuści”. Zatarg o miedzę przybiera formę sporu o polskość/ukraińskość Lwowa czy wolność gospodarczą.

Paradoksalnie polski nacjonalizm XX i XXI w. jest kalką ruchu czarnosecinnego. To czarne sotnie w odpowiedzi na zagrożenie komunizmem wysunęły postulaty pełnej rusyfikacji, ujednolicenia wyznaniowego państwa i (oczywiście) oczyszczenia go z Żydów. Polscy nacjonaliści będący głosem sprzeciwu wobec liberalizmu unijnego wysuwa postulaty jednolitości narodowej i kulturalnej, z antysemickimi wątkami.

Międlar tłit

Pamiętajmy, że choć ONR odcina się od wypowiedzi rzecznika Młodzieży Wszechpolskiej, to na ich marszu w Białymstoku padały z megafonów hasła: „Opamiętaj się, rodaku, Polska tylko dla Polaków”. Sam Krzysztof Bosak to hasło rozwija jako „postulat jednolitości rasowej społeczeństw”.

twitter

twitter

Widzimy ze strony narodowców pragnienie zrealizowania czegoś, co było ułudą, nigdy tak naprawdę niezrealizowanego inaczej jak poprzez masowe wywózki. W miarę jednolite państwo polskie to efekt stalinowskich akcji przesiedleńczych, które wyrugowały Niemców z ich ziem wschodnich a naszych zachodnich (tzw. „odzyskanych”), sporą grupę Ślązaków (jako ni to Polaków, ni to Niemców) wywiozły na Kołymę, odebrały nam Kresy.

Należy zrozumieć, że to nie jest tak, że Bóg potworzył narody i każdemu dał jakąś tam ziemię, jedne stworzył dobre, inne złe i odpowiednio przyjmowały one chrześcijaństwo, popadały w pogaństwo czy herezję; w efekcie czego powstali Polak-katolik, który musi nad Wisłą trzymać się pięknej tradycji i Arab-muzułmanin, trzymający się w Mekce wulgarnego Koranu. Bóg każdego powołał do tego by był chrześcijaninem. Są chrześcijanie arabscy, tak samo chińscy, japońscy a możliwe, że Kościół afrykański zreewangelizuje Europę. Nikt nie jest skazany na pogaństwo z tytułu przynależności do takiej czy innej wspólnoty narodowej.

Gdyby iść torem myślenia takiego na przykład Jacka Międlara, punktem honoru arabskich nacjonalistów powinno być usunięcie z ich ziem wszystkich kościołów, w których głosi się, że Mahomet nie był prorokiem, a Bóg ma Syna. Poza tym wiadomo, że krzyżowcy cały czas spiskują z Żydami, jak uciskać wiernych Allaha. A chrześcijanie powinni chwalić troskę o jednolitość kulturalną kraju. Problem w tym, że przy swoich błędach, w jednym muzułmanie mają rację: Bóg nie wybrał ludów do pogaństwa i ludów do wiary w Niego. Muzułmanie chcący islamizacji Europy nie są rasistami a gorliwymi krzewicielami swojej wiary i z otwartymi rękoma przyjmują białych konwertytów – choć to fałszywa wiara, wprowadzana nieraz przemocą.

Narodowcy powinni chwalić hinduskich radykałów, którzy zwalczają chrześcijaństwo, niszcząc święty podział na kasty, dając pariasowi, cierpiącemu za swoje grzechy z poprzedniego wcielenia takie same możliwości zbawienia, co braminowi.

Idea ziemi dla każdego narodu/każdej rasy jest bezsensowna. Bóg jest jedynym dysponentem świata. Dość swobodnie mieszał on w przeszłości rasy, by osiągnąć swój cel. Chrześcijaństwo zdobyło olbrzymią popularność właśnie dzięki wymieszaniu kultur spowodowanemu podbojami najpierw Aleksandra Wielkiego a potem Rzymian. To tygiel kulturowy gwarantował przenikanie się poglądów i w miarę szybkie rozchodzenie się wiary w Zmartwychwstałego w basenie Morza Śródziemnego. Aby chrześcijaństwo się rozwijało, Grek, Rzymianin, Żyd – niezależnie od tego, czy był to lokalny setnik z garnizonu na prowincji, niewolnik uczący retoryki, czy handlarka purpurą – musieli porzucić wiarę przodków.

Gdyby nie wpychanie się mnichów w lokalne kulty, dziś czcilibyśmy nieco bardziej zaawansowaną wersję Swarożyca, albo i oczekiwali zagłady świata w czasie Götterdämmerungu, czyli wielkiej zagłady bogów nordyckich w walce z lodowymi olbrzymami. 

Tak Na Marginesie:
1) Wiele państw będaych w powszechnym mniemaniu
  unitarnymi i jednolitymi narodowo  tworamiteraz okazuje się mocno podzielonych. Przykładem może być Katalonia i Hiszpania, ale też rzesza innych państw – Włochy podzielone na bogatą północ i biedne południe. Do tego widzimy skutki rozpadu porządku komunistycznego, czyli sztuczne państwa typu Czechosłowacja czy Jugosławia, które nie utrzymały się za długo, a do tego poradzieckie państwa narodowe zamieszkane przez częściowo ludy tubylcze, a częściowo przez Rosjan.

Opublikowano Historia, Kultura, Nacjonalizm katolicki | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Między trofeum a drapieżcą, czyli o sztuce wykorzystania darów Bożych. XXXIII Niedziela zwykła

Poemat o dzielnej niewieście należy do zbioru przypisanego matce Lemuela, króla Massa, kończącego Księgę Przysłów. Władca ten niekoniecznie był Żydem, może jedynie był skoligacony z dynastią Dawida, ale najwyraźniej zapisał się na tyle dobrze w pamięci narodu, że redaktorzy Biblii uznali za stosowne włączyć słowa jego matki do kanonu Pisma. Wszak mądre to były porady:

Nie dla królów, Lemuelu,
nie dla królów picie wina
ani dla władców pożądanie sycery,
by pijąc, praw nie zapomnieli,
nie zaniedbali prawa ubogich. (Prz 31,4-5)

Najwyraźniej matka Lemuela miała też dobrą intuicję co do wyboru małżonki. Jako ideał przedstawia synowi kobietę, która jest eszet hajil, czyli kobieta „mężna”, „silna”, „zdolna’, ale może to też znaczyć „bogata”. Dziś powiedzielibyśmy, że to kobieta interesu, która nigdy się nie nudzi, bo zawsze jest coś do zrobienia. Dba o dom i męża, ale też jest zdecydowana – jeśli chce mieć pole, to je kupuje. Nie czeka na decyzję męża. Dzięki temu nie musi się martwić, o to, czy będzie miała podstawowe ubrania a będzie mogła odziewać się bogato. To nie tylko nowe inwestycje, ale też szacunek w społeczeństwie. Lemuel za matką podaje, że eszet hayil nie jest ozdobą męża przez wygląd, ale przez to, że posiada przymioty duchowe, takie jak mądrość czy pracowitość. To gwarantuje jej szacunek.

A teraz pomyślmy, czy nasza kultura promuje eszet hajil? Ktoś powie: jasne! Przecież z jednej strony mamy ideał kobiety-dobrej żony, poświęcającej się dla domu, dobrej matki, z drugiej – ambitnej, samorealizującej się kobiety sukcesu. A jednak, nie jest to taki jasny obraz. Istnieje coś takiego, jak „żona-trofeum”, czyli kobieta, która ma ozdabiać męża, dowodzić, że wszystko ma on naj-: największy dom, najszybszy samochód, najlepsza firmę, najzdolniejsze dzieci, najbardziej obrotną i najśliczniejszą żonę. Wszystkie jej talenty mają służyć jemu, a te, które by to utrudniały, które rozpraszałyby aurę cudowności mężczyzny i odwracały od niego uwagę należy pominąć, „poświęcić” dla rodziny. Taka kobieta nie musi być przesadnie mądra. Byle umiała gości zabawić inteligentną konwersacją, wiedzieć jak dobrać buty do palta i umiała powstrzymać się od tycia po kolejnej ciąży.

Drugi nurt to kobieta, której rodzina nie może utrudniać samorealizacji, która nie może mieć męża, bo to zbytnio wiąże i zobowiązuje, ale partnera, który pomogą w realizacji celów, a który nie będzie płakał, gdy się go porzuci dla realizacji innych pragnień, a wszelkie „domowe zajęcia” należy porzucić jako rozpraszające. Jej wysiłek jest skupiony na niej samej, albo na firmie, która stanowi sedno jej istnienia, dla której należy porzucić sen i życie prywatne. Taka kobieta musi zawsze być fit i zawsze musi być na topie, w czym pomaga jej konsumpcja kolejnych maseczek, gadżetów ułatwiających realizację targetów, dbanie o wizerunek za pomocą markowych ubrań i podróże.

Obie te postawy są błędne. Pierwsza jest ozdobnikiem do męża, druga jest dojrzałą, żeńską formą konsumentopodatnika, istoty generującej dochód i konsumującego produkty, co stanowi sens jej życia. Jest jeszcze hybryda: kobieta, która musi być perfekcyjna w domu i perfekcyjna w pracy. Obie realizują pewien ideał, pewien szablon, podczas gdy człowiek jest nieszablonowy.

Jezus w przypowieści o talentach mówi o trzech sługach, czy tez niewolnikach, którzy otrzymali od surowego władcy odpowiednio: pięć, dwa i jeden talent. Co to jest talent? Była to największa znana miara wagi, używana gdy mniejsze ilości nie zdawały egzaminu i Zakładając, że greccy czytelnicy Ewangelii stosowali attycki talent, czyli 60 min, czyli 60 razy 434 gramów, mamy najniższy depozyt w wadze 26 kilogramów złota. Kilogram złota to na dzień 18.11.2017 ok. 150 tysięcy złotych. Najmniej uzdolniony sługa dostał więc równowartość „zaledwie” prawie czterech milionów złotych, najbardziej zaufany 19,5 mln zł. Dla srebra te wartości to 76 tysięcy i 380 tysięcy złotych. Jest jeszcze opcja druga: ciężki talent żydowski, czyli 59 kilogramów, co najbiedniejszemu słudze równowartość ośmiu milionów, a najbogatszemu – czterdziestu.

To olbrzymie kwoty, ale też zdolności, jakie nam daje Bóg dają nam olbrzymi potencjał, nieprzeliczalny na pieniądze. Musimy jednak pamiętać, że nie są one naszą zasługą, a tym samym naszą własnością. Nie są to dary, które mają zaspokoić nasze pragnienia, ale depozyt, z którego wykorzystania będziemy rozliczeni.

Król zna swoje sługi i wie, że nawet jeśli nie swoją obrotnością, to jakoś inaczej, przez powierzenie swego depozytu innym, którzy pomnożą majątek pana. Nie daje najmniej uzdolnionemu pięciu talentów, ani nie daje najbardziej uzdolnionemu jednego. Gdy przychodzi do rozliczeń, okazuje się, że depozyty były dla niego drobnostką, bo po powrocie może zaoferować swoim sługom większe zaszczyty. Dwóm obrotnym obiecuje awans, trzeci, który swój talent ukrył w ziemi zostaje wtrącony do lochu. Nie ukarał go za to, że sam dał mały depozyt, ale za to, że sługa był mało przedsiębiorczy.

Dlaczego zakopał on swój talent? Czy czuł się on pokrzywdzony przez pana, że nie został doceniony i na złość mu postanowił się nie wysilać? A może uznał, że z jednym talentem nic się nie da zrobić. Dwa – to jeszcze. Pięć? O! To dopiero pole do popisu. Ale jeden?! Może pozazdrościł, może przestraszył się, że tylko się ośmieszy. Podobnie i ludzie widząc, że nie są van Goghami czy Bachami, albo chociaż Marlonami Brando, myślą, że ich sztuka nie ma sensu, a skoro nie zarabiają kokosów jak Gates, to po co prowadzić sklepik osiedlowy…

Ale co z wtrąceniem do ciemnicy? Czy to nie za wielka kara za ostrożność i utracone potencjalne zyski? Przecież władca nic nie stracił. Ale mógł stracić. Wystarczy, że ktoś rozkopałby ziemię, a po znalezieniu skarb wykupił ją, albo gdyby skarb znalazł rabuś. Takim rabusiem może być szatan, który lubi gdy dobro, które stworzył Bóg zaczyna służyć jemu. Sam on nie potrafi dać niczego twórczego, więc musi żerować na darach Bożych. Nieraz widzimy, że talent literacki, artystyczny czy biznesowy nie powiększa dobra, a jedynie generuje coraz to większe zło.

A dlaczego ten jeden talent zostaje zabrany i dany temu, kto miał pięć? To chyba logiczna decyzja, by dobro, które marnowało się u jednego przekazać temu, kto swoim dobrem obracał najefektywniej. I w kwestii talentów znajdujemy podobieństwa w życiu. Bóg nie lubi marnotrawstwa, więc nieraz widzimy, że coś, co w wykonaniu oryginalnym było ledwo strawne, w rękach innych staje się arcydziełem.

Wracając do eszet hajil. Co to więc za kobieta? Taka, która nie zakopała żadnego z talentów, czy to w imię bogactwa, czy to w imię miłości do męża. Dzięki temu ma i jedno i drugie.

Opublikowano Czytania, Wiara | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Granica tolerancji, czyli o bp. Pieronku i prywatności wypowiedzi

Po samospaleniu Piotra S. w Warszawie punktem honoru różnych mediów stało się uczynienie z niego symbolu walki z dobrą zmianą o lepszą Polskę. Można zrozumieć to ze strony Gazety Wyborczej, której główne akcje (Konstytucja, czarne marsze, LGBT, Puszcza Białowieska) streszczone zostały w liście samobójcy i której redaktorów sumienie musi ostro piec. Jeśli ktoś ma jego krew na rękach, to ludzie, którzy stworzyli mu ten matrix, gdzie całe zło pojawiło się po stronie PiS, gdy doszedł on do władzy, a wcześniej państwo kwitło, szanowano prawa każdego człowieka, a politycy byli aniołami. Nie waham się tu powiedzieć, że Adam Michnik jest winien tego samobójstwa. Nie dziwi próba zarobienia na samobójcy ze strony Soku z Buraka, który gdy wychodzi z poziomu metra mułu poniżej dna zaczyna mieć alergię na przyzwoitość i natychmiast zakopuje się jeszcze głębiej.

Źródło: https://wiadomosci.wp.pl/portret-piotra-s-na-okladce-wyborczej-wzbudza-kontrowersje-6184076343302273a

Źródło: https://wiadomosci.wp.pl/portret-piotra-s-na-okladce-wyborczej-wzbudza-kontrowersje-6184076343302273a

Nikt nie włączył programu żadnej partii do Katechizmu, żaden z aktywnych polityków nie jest kanonizowany. Każdy wierny ma prawo do popierania różnych partii politycznych tak długo, jak ich idee i metody nie kłócą się z wiarą chrześcijańską. W obecnej sytuacji politycznej mamy dwie wielkie partie, których spór rzutuje na media i w efekcie – na opinię o sytuacji w kraju.

Pierwsza, PO, to partia władzy, elitaryzmu i postępu. Z tym, że jest to postęp wynikający z niezdrowych kompleksów, przekonania, że Polak powinien we wszystkim naśladować Niemca czy Francuza. Obecne odchylenie lewicowe Platformy i jej pociotka, .N wynika z chęci przeciwstawienia się PiS. Partia Kaczyńskiego jest zaś partią władzy, populizmu i wartości. Przede wszystkim jest to partia władzy, co pokazała gdy ze strachu przed utratą społecznego poparcia wypięła się na wartość, jaką jest życie ludzkie.

Tak więc, wbrew opinii betonu obu partii – katolik ma prawo podchodzić krytycznie do przedstawicieli sił politycznych, ich działań i wypowiedzi. Ponadto biskupi, jak to osoby publiczne mają kontakty po jednej i po drugiej stronie, mają też swoje sympatie i konflikty osobiste, które przenoszą, choć nie powinni na grunt duszpasterski. Nieraz polityk, który wymagałby zganienia za same wypowiedzi w mediach jest jednocześnie hojnym sponsorem działalności charytatywnej, którą on sam traktuje jako element inwestycji w PR. To dotyczy szeregowego proboszcza, związanego remontem w Kościele z lokalnym przedsiębiorcą i przez to łagodniej podchodzącego do niego w sprawie przygotowania do małżeństwa. Jest błąd, jednak nie herezja.

Herezja i wielki problem pojawiają się, gdy księża zaczynają chwalić zachowanie nie do pogodzenia z chrześcijańską nadzieją, a tak zaczęli robić, dopasowując się do linii programowej mediów, które zaczęły kreować Piotra S. na istnego mesjasza walki z PiSem.

Oto trzy przykłady:

O. Grzegorz Kramer napisał o Piotrze S.: „Dziękuję za odwagę”. Potem jednak usunął wpis i przeprosił. Krótka piłka.

Ks. Adam Boniecki – w lipcu zdjęto mu zakaz wypowiedzi medialnych. Po wypowiedziach w GW o Piotrze S., że samobójcę Polska bolała bardziej otrzymał upomnienie.

Bp Tadeusz Pieronek. W programie „Kropka nad i” Moniki Olejnik chwalił samobójcę uznając, że miał on jasny i czysty umysł, a także odwagę, by się zabić. Biskup wyraził też wątpliwość, czy sam na taki akt odwagi by się zdobył.

Po stanowisku Episkopatu, że była to wypowiedź prywatna, twitter zawrzał. Biskup jest osoba publiczna, jak więc może wypowiadać się prywatnie? Stanowisko @episkopatnews jasno wskazuje, że nie należy uznawać opinii jednego biskupa za głos całego polskiego Kościoła, gdyż Katechizm Kościoła Katolickiego w kwestii samobójstwa jest jasny. Było to ewidentne zabezpieczenie przed tytułami z serii „Kościół uznaje męczeństwo Piotra S.”.

Wyraziłem opinię, że za dwa-trzy dni zobaczymy od bp. Pieronka te same słowo, jakie usłyszeliśmy od o. Kramera: „przepraszam”. Pomyliłem się. W wywiadzie dla Super Expressu nie odciął się od poprzedniego stanowiska, ale stwierdził, że choć „samo podpalenie się jest czynem w pewnym sensie niegodnym”, to akt Piotr S. różni się od działania samobójcy z 2011 r., który podpalił się w proteście przeciwko układom w urzędach skarbowych, bo „wartości, których bronił” Piotr S. „w jakimś sensie usprawiedliwiają, że tak to zrobił”.

Nie, nie jest czymś zgodnym z duchem sprawiedliwości chrześcijańskiej, by zabić się w imię jakiejkolwiek wartości. Czymś innym jest przyjąć śmierć z ręki oprawcy a czym innym własnoręczne zadanie jej sobie. Doskonale wiedzieli redaktorzy z Czerskiej, jaka jest siła postaci męczennika. PiS miał Smoleńsk, miał Marka Rosiaka. POwska strona sceny politycznej i mediów krytykowała grę trumnami, ale zaraz po podpaleniu się Piotra S. Hartman chwalił tę „ofiarę z życia”, a Jacek Żakowski pochwalił je jako akt patriotyzmu.

Bp Pieronek w tym momencie nie tylko włącza się w te peany na cześć samobójstwa, ale przyjmuje za obiektywne stanowisko człowieka, którego stan wynikł w dużej mierze z ostrej propagandy antyrządowej GW i pozostałych mediów. Także stwierdzenie o jasności umysłu (pomimo depresji, o której samobójca sam pisze) stanowi raczej dodatkowe obciążenie moralne, gdyż mamy tu człowieka, który zapewne zabił się w imię antychrześcijańskich wartości: „praw kobiet” – czyli prawa do aborcji, „praw LGBT”. List też, nawiasem mówiąc, wskazuje na silne zaangażowanie emocjonalne po stronie PO, której liderka, Ewa Kopacz mówiła o miesięcznicach smoleńskich, że to „seanse nienawiści” – używając tego samego sformułowania, jakiego Jerzy Urban używał na określenie Mszy odprawianych przez ks. Popiełuszkę!

Takiej postawy nie można popierać! Raz, że to grzech przeciwko sobie samemu. Dwa, że zaczął się efekt Wertera, mamy już naśladownika – nawet jeżeli nie było to podpalenie z przyczyn politycznych, to jednak ewidentnie jest to ktoś, kto uznał, że samobójstwo jest sposobem rozwiązywania problemów. Tak, ta krew też ciąży na tych, którzy doprowadzili Piotra S. do takiego stanu.

Teraz piłeczka jest po stronie innych biskupów oraz prymasa Polaka, a także nuncjusza apostolskiego abp. Salvatore Pennacchio. Nie spodziewajmy się fajerwerków. Celem hierarchii nie jest rozpalanie atmosfery politycznych konfliktów czy przenoszenie ich na grunt kościelny. Miejmy jednak nadzieję, że jednak – choć z opóźnieniem – przeprosin od bp. Pieronka się doczekamy.

Pieronek vs Katechizm

Opublikowano Kościół, media, Na bieżąco, Publicystyka, Wiara | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Ilu było Abimeleków, czyli co decyduje o prawdziwości Biblii?

Dziś pochylę się ponownie nad herezjarchą z Lublina, pastorem Chojeckim, a konkretnie nad akcją jego telewizji Idź Pod Prąd i Mariana Kowalskiego „Nie pochodzę od małpy”.

O co chodzi? Jest to spór o to, na ile prawdziwie Księga Rodzaju oddaje początki świata i człowieka. Według kreacjonistów młodej Ziemi Bóg przekazał Mojżeszowi dokładnie słowo w słowo historię ukształtowania się Ziemi, początków rodzaju ludzkiego, historię jego upadku i kolejnych pokoleń od Adam do Abraham, od Abrahama do Józefa Egipskiego. Tak była ona rozumiana przez długi czas w kręgach chrześcijańskich, jednak już w starożytności pojawiły się wątpliwości, czy Mojżesz mógł opisać własny zgon.

Zaczęły się jednak pojawiać wątpliwości związane z rozwojem nauk przyrodniczych oraz dalszymi odkryciami (por. TNM 1). Biblia w Księdze Rodzaju opisywała pochodzenie ludności popotopowej według stanu wiedzy z X w. pne.Nie było tam nic o Indianach, Aborygenach czy Chińczykach. Już Żydzi mieli problem, jak wyjaśnić istnienie ludów niebilbijnych, takich jak Germanie– więc dali im za przodka Aszkenaza z Rdz 10, 3. Podobnie ciężko było wskazać pochodzenie ludów iberyjskich, skoro zachodni kraniec mapy biblijnej leżał na wyspach Kittim (greckich, wersja kanonu okrojonego) czy (według Ksiąg Machabejskich) Rzymie (por. TNM 2).

Podobnie i ogrom gatunków odkrytych na ziemiach Ameryk czy Australii kazała zadać pytania o pojemność arki Noego. Kolejny problem: rozwój astronomii nie pozwalał utrzymać modelu geocentrycznego. Nie można mówić o sferze gwiazd stałych i ruchomych, czy zaworach nieba, czy choćby budowie sklepienia oddzielającego ziemię od niebios.

Czy jeśli nie znaleźliśmy zaworów sklepienia a wyliczenia wskazują, że nie ma na ziemi dość wody (słonej, słodkiej i skroplonej), by przykryć wszystkie góry to znaczy że nauka się myli, bo przecież w Biblii tak napisano? To wszystko tam jest, tylko diabeł ogonem nakrył? A skamieniałości i osiedla ludzkie datowane na wcześniej niż 7 000 lat to Kosmaty podrzucił?

Kreacjoniści Młodej Ziemi starają się dopasować odkrycia archeologiczne czy genetyczne do Biblii za pomocą różnych teorii. Jedna z nich mówi, że wszystkie gatunki zwierząt na pewno by się na arce pomieściły, bo Noe nie wziął każdego gatunku tylko każdy rodzaj: czyli np. jedną parę kotów, które po Potopie dały początek kilkuset gatunkom. A dinozaury? O, one też są, bo przecież gady rosną przez całe życie, a Noe wziął młode. Stare i wielkie więc potonęły, a młode z racji skrócenia czasu życia człowieka przed Potopem (sic!) nie mogą takich rozmiarów osiągnąć. Ponadto wzbudzone wody Potopu zamąciły warstwy geologiczne i przez to kości większe szybko opadły na dół i osiadły głębiej, a drobniejsze – bliżej powierzchni. A wody górne? Kent Hovind twierdzi, że… /https://youtu.be/jGtYUczFjxk?t=302/ możliwe, że poza Kosmosem nadal jest woda, tylko nie dotarliśmy do jego granic…

Brzmi absurdalnie, bo chce się z Pisma Świętego uczynić praktyczne jedyne źródło wiedzy, z którym wszystkie inne muszą być całkowicie zgodne. Czy to mądre? Nie, gdyż Biblia nie jest podręcznikiem historii naturalnej, geologii czy biologii ale podręcznikiem wiary.

Oczywiście, w tym momencie ktoś powie: „Jeśli nawet celem Boga nie było przekazanie informacji o formowaniu się skał, to dlaczego miałby podając informację o tym, że stworzył świat jednocześnie kłamać w temacie sposobu w jaki to zrobił?”

Problem w tym, że Biblia nie jest dziełem wyłącznym Boga, jak podyktowany Mahometowi Koran, ale ma swojego autora drugiego – człowieka. Doskonała wiedza Stwórcy musiała być dostosowana do zdolności poznawczych autora natchnionego. Mamy tu sytuację podobną do tej, gdy rodzic tłumaczy dziecku zasadę działania prądu, czy samochodu. Dostarcza informacji, wymaga pojęcia podstaw, jednak będzie po sposób dziecinny, dostosowany do wiedzy i oglądu świata kilkulatka.

Podobnie i Bóg przekazał człowiekowi podstawy, wplatając je w rozumienie świata, jakie było powszechne w czasach, gdy Księga Rodzaju powstała i była redagowana. W świecie politeistycznym powszechne było przekonanie, że świat stworzyli bogowie, lub że powstał on przez ich działanie z pramaterii. Podobnie i człowiek miał być dziełem bogów, o czym opowiadają mity babilońskie. Więc natchniony przez Boga człowiek napisał mit-poemat o stworzeniu świata przez Jedynego Boga.

Tak, mit. Tak, poemat. Mamy dwa opisy stworzenia człowieka – w Rdz 1, 26-27 – stwierdzająca jednoczesne utworzenie mężczyzny i kobiety i Rdz 2, 4b-7 – opis stworzenia mężczyzny i 2,18-25 – kobiety. Co więcej, widać, że opisy te używają innych zwrotów: początek Rdzużywa konsekwentnie na określenie Boga słowa Elohim (dosł. „Bogowie”), podczas gdy opis drugi – JHWH Elohim. Stąd bibliści uznali, że doszło tu do połączenia w trakcie redakcji dwóch tradycji, dwóch tekstów pierwotnych zwanych „jahwistycznym” i „elohistycznym”. Podobne tradycje widzimy także w innych księgach Tory.

Musimy więc brać pod uwagę także gatunek literacki, jakim posłużył się człowiek, by wyrazić objawione przez Boga w natchnieniu prawdy. Początek Księgi Rodzaju to uniwersalna historia ludzkości, nosząca jednak już ślady interpretacji pochodzenia ościennych ludów. Syn Noego, Cham ma syna Kanaana, który ma cierpieć za grzech dziadka (Rdz 9,25). Tak, jest to podpora ideologiczna dla podboju Kanaanu ukazanego w Księdze Jozuego. Księga Rodzaju w tej części miała także na celu uzasadnić stosunek Izraela do sąsiadów, ale także ukazać coraz dalej idące zepsucie ludzkości, która przywłaszcza sobie boskie kompetencje – jak Lamek, który wiedząc, że Bóg objął Kaina ochroną siedmiokrotnej pomsty, sam sobie nakłada ochronę jedenaście razy większą i prawo do przesady w obronie własnej (Rdz 4,17-24).

Z kolei od Rdz 11,10 praktycznie do końca księgi mamy do czynienia z historią rodową, przekazem tradycji na temat przodków plemienia czy narodu. Mamy tu sytuacje, które wydają się połączeniem kilku tradycji, jak na przykład motyw zabrania żony patriarchy na dwór władcy, podczas gdy on sam ze strachu oznajmia, że jest ona jego siostrą, a w efekcie interwencji Boga cześć jest ocalona, a patriarcha wychodzi z bogatymi darami przebłagalnymi.

Rdz 12, 9-20 – Abraham i Sara na dworze faraona
Rdz 20 – Abraham i Sara na dworze Abimeleka w Gerarze
Rdz 26, 1-11 – Izaak i Rebeka na dworze Abimeleka w Gerarze

to moja siostra

Można podejrzewać, że istniały trzy wersje tej opowieści – jedna o pobycie Izaaka w Gerarze i dwie o Abrahamie w dwóch różnych miejscach, a w ramach redakcji Księgi Rodzaju umieszczono je wszystkie, choć niewykluczone, że takie „szczęście” do wizyt Hebrajczyków mieli trzej różni władcy. Biorąc pod uwagę, że Izaak urodził się, gdy jego ojciec miał 100 lat (rok po objawieniu w Mamre i zawarciu przymierza, por Rdz 17,1), a do Gerary udał się po jego śmierci, różnica czasu wynosi co najmniej 75 lat (por. Rdz 25, 7 i TNM 3), co może wskazywać na dwóch filistyńskich władców o takim samym imieniu. Wciąż jednak bardziej prawdopodobna jest wersja z trzema tradycjami.

Mamy w Biblii całą Księgę Przysłów, często zaczerpniętych z mądrości ludów ościennych, co wiemy gdyż i one takie zbiory lubiły i wiemy, co się powtarza. Czy przysłowia egipskie zostały natchnione przez Boga, czy też autor ludzki został natchniony, by znaleźć w nich ziarno prawdy? Mamy Pieśń nad Pieśniami, Szir Haszszirim, erotyk opowiadający o miłości Oblubienicy do Oblubieńca. W Psalmie 82,1 mamy ślady politeizmu.

Sama biblia więc wymaga od nas odróżnienia gatunku literackiego i uwzględnienia ograniczeń oraz zamiaru autora ludzkiego. Nieomylny i nieograniczony Bóg zniża się do poziomu człowieka pozwalając mu przemawiać językiem dla niego jasnym, za pomocą stylów i symboli dla niego zrozumiałych. Po grecku nosi to nazwę synkatabasis, czyli zniżenie do tego, co niższe.

Bóg nie zwalczał ludzkiego elementu, ale wykorzystał go by uczynić prawdę przystępniejszą. Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby Księga Rodzaju zawierała informacje, że Ziemia jest trzecią planetą od Słońca – uznano by to za absurd, bo przecież wyraźnie widać, że to Słońce kręci się wokół cokolwiek płaskiej Ziemi. Wielki kontynent na zachodzie, zamieszkały przez zupełnie nieznane nam ludy! Jedźmy tam! Spory dotyczyłyby spraw zbędnych dla zbawienia, jak na przykład ruch gwiazd, a nie tego, czy należy czcić Boga, dlaczego akurat w Jerozolimie i co jest źródłem nieczystości.

Poznanie świata jest możliwe za pomocą ludzkiego rozumu, jednak istnienie jednego Boga, konkretne prawdy moralne, potrzeba ofiary krzyżowej – to wymaga interwencji z góry. Bóg w Biblii przekazał ludziom materiał do pogłębiania wiary, a nie do rozważań astronomicznych czy geograficznych.

A czy sama teoria ewolucji uczyniła człowieka mniej miłosiernym i jest rozsadnikiem ateizmu. Narodziła się ona w kręgach katolickich, jako odpowiedź na rozbieżność między paleontologią a historią biblijną. Darwin był ateistą, ale nie był twórca teorii ewolucji, a jedynie doprecyzował ją zasadą doboru naturalnego, przetrwania najlepiej dostosowanych. Do jego utraty wiary przyczyniły się obserwacje os, składających jaja we wciąż żywych ofiarach, które stanowiły pokarm dla larw po wykluciu. Jeśli ktoś był wychowywany w duchu nieomylności Biblii w sprawie geologii, to nie dziwmy się, że konfrontacja z biologią w szkole może sprawić, że straci wiarę. Tak samo, jeśli wierzył, że Biblia to tylko zbiór moralitetów, choć zawiera księgi historyczne, gdzie czyny nawet najszlachetniejszych patriarchów ciężko uznac za moralnie dopuszczalne, jak przytoczone już opowieści o faraonie i Abimeleku/Abimelekach.

Kreacjoniści młodej Ziemi, w tym pastor Chojecki, wychodzą od potrzeby niezmienności, choć nawet hodując psy widzimy olbrzymią zmienność. W jednym z wykładów Chojecki używa swojego ulubionego argumentu ad absurdum – uznając, że nie można skrzyżować banan z psem, więc widać Bóg stworzył je jako oddzielne, niemieszalne gatunki. Jednak teoria ewolucji nie ma z tym żadnego kłopotu – po prostu wynika to ze znacznej różnicy kodów genetycznych i odległości między ostatnim wspólnym przodkiem miliardy lat wcześniej. A jednak możemy uzyskać krzyżówkę konia z osłem czy na przykład lwa z tygrysem, czy mieszanki zbóż.

Jak więc widzimy, sama Biblia dostarcza nam dowodów na to, że ważny jest w niej czynnik ludzki, gdyż nie jest Koranem, podyktowanym pełniącemu rolę boskiej drukarki prorokowi przez Boga, ale dziełem dwóch autorów.

Tak Na Marginesie:
1)
Jeden z żydowskich krytyków Talmudu, Izrael Szahak w swojej książce „Żydowskie dzieje i religia; Żydzi i goje – XXX wieków historii”, niestety nie podając źródła, twierdzi, że pierwszy wydany w Rosji hebrajski podręcznik geografii (ok. 1910 r.) w przedmowie zawierał ubolewanie, że niektórzy rabini wciąż… zaprzeczają istnieniu Ameryki.
2) Stąd Żydzi osiedli w Niemczech i okolicach nazywani są Żydami aszkenazyjskimi. Druga, iberyjska gałąź europejskiej diaspory bierze nazwę z Ab 1,20, gdzie mowa o wygnańcach, którzy powrócą do Jerozolimy z miasta Sefarad (ob. Turcja).
3) Jako, że tradycja żydowska uznaje, że Sara zmarła w wieku 127 lat, dowiedziawszy się o tym, co Abraham chciał zrobić z Izaakiem na szczycie góry Moria, a urodziła go w wieku 90 lat, rabiniczny komentarz do Akedy („związania” Izaaka) mówi, że Izaak miał wtedy 37 lat.

Opublikowano Herezje i ekumenizm, Judaika, Wiara | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Kał na twarz, czyli o antyklerykalizmie katolickim. XXXI Niedziela zwykła

Czego należy wymagać od kapłana? I co jeżeli tych wymagań nie spełni?

Czytanie z Księgi Malachiasza (por. TNM 1) odpowiada na to pytanie w sposób, który sprawia, że głoszący kazanie ksiądz powinien poczuć zimny pot spływający po plecach. Fakt, czytanie trochę ucięło, więc pozwólcie, że przytoczę całość Ml 1,14-2,14 z wytłuszczonym brakującym w czytaniu fragmentem.

Dlatego niech będzie przeklęty oszust, który mając w swej trzodzie samca, ślubuje [złożyć go na ofiarę], a potem składa Panu zwierzę skażone, gdyż Ja jestem potężnym Królem a imię moje będzie wzbudzać lęk między narodami. Teraz zaś do was, kapłani, odnosi się następujące polecenie: Jeśli nie usłuchacie i nie weźmiecie sobie do serca tego, iż macie oddawać cześć memu imieniu, mówi Pan Zastępów, to rzucę na was przekleństwo i przeklnę wasze błogosławieństwo, a przeklnę je dlatego, że sobie nic nie bierzecie do serca. Oto Ja odetnę wam ramię i rzucę wam mierzwę w twarz, mierzwę waszych ofiar świątecznych – i położę was na niej. Przekonacie się, że istotnie wydałem co do was to postanowienie dla podtrzymania mojego przymierza z Lewim, mówi Pan Zastępów. Przymierze moje z nim było [przymierzem] życia i pokoju. Nałożyłem na niego obowiązek czci i okazywał Mi cześć, i korzył się przed mym imieniem. Wierność wobec Prawa była w jego ustach, a niegodziwości nie znaleziono na jego wargach. W pokoju i prawości postępował ze Mną i wielu odciągnął od grzechu. Wargi kapłana bowiem powinny strzec wiedzy, a wtedy pouczenia będą szukali u niego, bo jest on wysłannikiem Pana Zastępów. Wy zaś zboczyliście z drogi, wielu doprowadziliście do sprzeniewierzenia się Prawu, zerwaliście przymierze Lewiego, mówi Pan Zastępów. A przeto z mojej woli jesteście lekceważeni i macie małe znaczenie wśród całego ludu, ponieważ nie trzymacie się moich dróg i stronniczo udzielacie pouczeń. Czyż nie mamy wszyscy jednego Ojca? Czyż nie stworzył nas jeden Bóg? Dlaczego oszukujemy jeden drugiego, znieważając przymierze naszych przodków?

Kapłan powinien dbać o to, by składana przez lud ofiara była doskonała, godna Boga. Powinien osądzać, co jest warte tego, by służyć Najwyższemu, czy człowiek daje z siebie wszystko, czy może uważa liturgię za przykry obowiązek. Ten kontrolny charakter może być pokusą, by w imię albo miłosierdzia wobec wiernych albo z powodu niewiary w ich możliwości, wymagania obniżać. A może w ramach układu? Po co wymagać od krewnych składania w ofierze najlepszych baranków, skoro można przymknąć oko w imię dobrych relacji rodzinnych?

Pinterest

Pinterest

A Bóg mówi: „Nie”. Coś takiego spotka się z bardzo radykalną reakcją. Kto składa w ofierze kalekie zwierzę, sam stanie się kaleką. Kto zanosi przed oblicze Boga mierzwę… Chwila! Co to jest ta „mierzwa”?! Hebrajskie słowo „peresz” tłumaczy się dosłownie jako „fecal mattery”, a w Księdze Kapłańskiej oznacza zawartość jelit ofiary. Tak, kto zanosi przed oblicze Boga łajno, temu to łajno będzie rzucone w twarz i on sam stanie się ofiarą na Bożą chwałę.

Stawia przed oczami kapłanów ich przodka, Lewiego, wychwala go i wskazuje jakie są cechy dobrego kohena (por. TNM 2). Przymierze, jakie zawarł Pan z Plemieniem Lewiego było przymierzem pełnym prawości, pokoju i życia, a sam Lewi był prawdomówny i strzegł prawdy.

Co gorsza, kapłani nie tylko udają, że mogą oszwabić Boga, ale jeszcze, zamiast być wzorem, uniemożliwiają wiernym poznanie prawdy, gdyż o nią nie dbają. To skutkuje mizernym szacunkiem do ofiarników – przecież ludzie nie są ślepi i widzą, że strażnikom kultu jest wszystko jedno, czy zwierzę jest zdrowe i zadbane, a więc i może być wszystko jedno, czy przekazana nauka jest prawdziwa i wierna przymierzu, czy może raczej jest stronnicza, przygotowana na potrzeby ferajny.

Dobra, tyle kapłani, saduceusze. A co z faryzeuszami? O nich mówi Jezus w Ewangelii. O dziwo, nie jest to całkowicie negatywny obraz. Mówi on, że na „katedrze Mojżesza” zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. W tym momencie wpaść powinni saduceusze i zacząć krzyczeć, że Mojżesz to Tora, pięć ksiąg, a nie jakieś tradycje ustne, rzekomo przekazane przez pokolenia! To była oś sporu między tymi dwoma stronnictwami: głoszenie przez faryzeuszów nieznajdujących się w Pięcioksięgu nauk o zmartwychwstaniu, aniołach czy przepisach kultycznych. A jednak, tu Jezus staje po stronie peruszaim, wskazując, że to oni głoszą Torę i nauczają zgodnie z wolą Boga.

Problem w tym, że warto zachowywać to nauczanie, ale nie warto naśladować nauczyciela, który się do niego nie stosuje. Przez faryzeuszy przemawia pycha, zakładająca uprzywilejowaną pozycję z tytułu posiadania wiedzy, jak zachować dobrą relację z Bogiem bez stosowania się do tych wymagań. Jezus nie zarzuca im, że kładą za wielkie ciężary na barki ludu, bo sam każe wziąć swój krzyż i iść za sobą. Chrystus zarzuca faryzeuszom obłudę, gdyż znając Prawo nie przestrzegają go, choć wymagają tego od wiernych. Zresztą, w swoich „Biada!” (23,13-33) wytyka faryzeuszom błędy logiczne, nie wiadomo jednak na ile jest to polemika z całym ugrupowaniem, a na ile z jakąś jego częścią.

A u nas w Kościele?Często widzimy, że na nauczanie jedno, a życie drugie. Przynajmniej tak można wywnioskować z postępowania księży, którzy zalecają ubóstwo – ale plebanię traktują jak prywatną willę, mylą samochód dobry (por. TNM 3) z drogim, mówią o pokorze – a najlepiej czują się na honorowym miejscu, mówią o czystości wiary – a sami mieszają ją z modnymi trendami filozoficznymi. Mowa tu oczywiście o tych, którzy taką hipokryzję uprawiają. Tak postawa powoduje, że szeregowy katolik nie ma zaufania, na ile nauka podawana z ambony jest radą godną podjęcia trudu realizacji, a na ile pięknym, przesłodzonym obrazkiem, który ma zapełnić przerwę między Ewangelią a Credo. Takiego księdza należy upomnieć równie pilnie jak takiego, który głosi heretycką naukę i jest jej wierny w czynach.

Jest jeszcze ten ustęp o tym, by nikogo nie nazywać ojcem, nauczycielem czy mistrzem. O co chodzi? Czy nie powinniśmy mówić do zakonników ze święceniami „ojcze”, a mistrza Eckharta pozbawić jego tytułu? Mnie osobiście wydaje się, że chodzi tu o uniknięcie stworzenia szkoły podobnej do tego, co znamy z historii I w. n.e. w judaizmie, gdy dwie szkoły wychodzące od wielkich rabinów – Hillela i Szamaja wyznaczały prądy faryzeizmu. Celem Jezusa jest ochrona przed prymatem autorytetu ludzkiego, którego opinia byłaby ważniejsza niż Syn czy Ojciec.

Także stwierdzenie, że wszyscy ludzie są równi ma znaczenie skoro faryzeusze dzielili Żydów na chawerim – towarzyszy, równych, którzy są peruszim, oddzieleni od nieczystości i na niewykształcony, niepotrafiący oddzielić się od rzeczy nieczystych amhaarec – lud ziemi. Nie ma miejsca na pogardę tylko dlatego, że ktoś nie zna przykazań. O tym samym mówił Malachiasz:

Kto wymaga, by respektować Ewangelię, sam musi być jej wierny. Najlepszym świadectwem nie są opasłe tomy, ale życie, w którym każdy gest i słowo są zgodne z wola Bożą.

Tak Na Marginesie:
1)
Imię proroka, Mal’achi, oznacza dosłownie „Anioł mój”.
2)„Kohen” to hebrajskie słowo na „kapłana”. Skojarzenia z Leonardem Cohenem – trafne! Był on Żydem, z rodu kapłańskiego i stąd liczne odniesienia do Biblii w jego twórczości.
3) Ksiądz, zwłaszcza na wsi lub mający liczne duszpasterstwa rozsiane po diecezji potrzebuje dobrego samochodu. Musi on być możliwie bezawaryjny (głupio wytłumaczyć, że nie dojechało się na pogrzeb, czy z namaszczeniem chorych, bo czekało się na pomoc drogową). Ładny czy brzydki? Jak będzie za ładny, to ludzie powiedzą, że pewno droższy niż ksiądz mówi. Jak brzydki, że wiochę robi. 

Opublikowano Antyklerykalizm, Czytania | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj

Mojżeszowa nauka społeczna, czyli o rozpalaniu nosa Boga. XXX Niedziela zwykła

Nie spodobają się czytania dzisiejsze narodowcom i sporej części prawicy. Oj, nie spodobają się, bo będzie o imigrantach. I to nie jako o wrogach, których trzeba zatrzymać na granicy i nie dopuszczać choćby do przedsionka, ale jako o ludziach, wymagających pomocy i będących pod szczególną ochroną Boga.

Zauważmy, że podstawą do zasad dotyczących podróżnych oraz sierot i wdów jest miłość własna, wyrażona w zasadzie „nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”. Nikt nie chciałby się znaleźć w sytuacji, gdy pozbawiony wsparcia krewnych będzie zdany na łaskę i niełaskę obcych. W takiej sytuacji jest wdowa i sierota – osoby, które nie mają wsparcia głowy rodziny. I przechodzień i rodzina pozbawiona ojca były łatwym celem – każdy mógł im odmówić pomocy, twierdząc, że ma własną rodzinę, własnych rodaków i nie ma żadnego interesu nakazującego mu sprzedawania towaru po preferencyjnej cenie tylko dlatego, że ktoś ma dzieci, a nie ma męża, czy udzielenia schronienia na noc jakiemuś tułaczowi.

Tu nie ma miejsca na podejście „bisnes is bisnes” bo Prawo jest Prawem. Bóg ustami Mojżesza przypomina, że Izraelici doświadczyli opieki Egipcjan, gdy w Kanaanie panował głód i przez pewien czas mieli się jak pączki w maśle. Sara spoczywa w ziemi, którą Abraham dostał od Uriasza Hetyty, bo sam nie miał skrawka własnej ziemi. Jeśli po takim dobrodziejstwie będą stosować podwójne standardy – uciskać przybyszów, wdowy, sieroty, korzystając z ich gorszej sytuacji życiowej, wtedy rozpali się nos Boga (por. TNM 1).

Co więcej! Mojżesz utrudnia prowadzenie interesów, każąc oddawać zastawiony płaszcz i nie naliczać odsetek! A jeszcze ta okropna procedura roku jubileuszowego, gdy niewolnicy odzyskiwali wolność! Rozdział 25. Księgi Kapłańskiej na pewno dopisała żydokomuna! Bóg Izraela uparł się uciskać bogaczy i nie dawać im stosownej wolności gospodarczej! Podobny zarzut niektórzy stawiają nauce społecznej Kościoła, traktując ją jako efekt komunizacji papiestwa, które nie szanuje konserwatywnego liberalizmu gospodarczego.

Los Izraela w takim wypadku będzie straszny – jego mężczyźni zostaną wybici, a ich rodziny osierocone. Teraz to oni będą w gorszej sytuacji i będą musieli liczyć na cudza gościnność. Jeszcze nieraz prorocy będą upominali się właśnie o los tych wykluczonych grup społecznych. W efekcie zaniedbania spraw

http://guildofbezalel.blogspot.com/2011/01/hcsbsb-babylonian-invasion.html


http://guildofbezalel.blogspot.com/2011/01/hcsbsb-babylonian-invasion.html

Jezus w Ewangelii Mateusza przedstawia sens całego Prawa, jego podstawowe założenia. Tora ma więc dwa filary. Pierwszy to miłość Boga, domagająca się całego serca, całego życia i całego umysłu, poddania jej wszystkich sfer życia ludzkiego. Jeśli coś w życiu człowieka nie godzi się z miłością do Stwórcy, to nie powinno mieć miejsca. Drugi filar to miłość do samego siebie, która powinna być wzorem dla miłości bliźniego.

Nikt nie chce, by wyrządzano mu krzywdę, nie należy więc stosować podwójnych standardów wobec innych na zasadzie moralności Kalego, czy przeświadczenia o tym, że jakieś wyższe racje, prawa czy przywileje gwarantują mu prawo do okazywania swojej wyższości. Prawo miłości bliźniego stoi na równi z prawem miłości Boga i żadne interpretacje nauczania Kościoła nie zwalniają od niego. Przykazanie miłości bliźniego wymaga od nas, abyśmy wczuwali się w sytuację drugiego człowieka, nie ferowali łatwych i wygodnych sądów. Ten rodzaj inteligencji bliższy jest, jak się zdaje, kobietom i stąd zapewne tak silny opór ze strony mężczyzn, którzy preferują raczej sprawiedliwe traktowanie, popadające wręcz w zaakceptowanie ogólnego zła: „ty wiesz, że ja cię przy pierwszej okazji oszukam i od ciebie oczekuję tego samego”.

Miało być o imigrantach, to teraz będzie. Bardzo często osoby podające się za chrześcijan uważają, że nie należy przyjmować imigrantów czy nawet uchodźców (por. TNM 2), gdyż św. Tomasz z Akwinu wskazał, że naturalnym porządkiem rzeczy jest dbać najpierw o siebie, potem o najbliższą rodzinę, potem o krewniaków, rodaków a dopiero potem o obcych. Sam Akwinata jednak zaznaczył, że naruszenie tego porządku bez umniejszania miłości do ziomków dla dobra drugiego człowieka nie jest grzechem, a raczej godnymi pochwalenia cnotą i heroizmem.

Miłość własna w połączeniu z miłością Boga zmusza do miłości bliźniego, wyjścia z egoizmu i bardziej ludzkiego spojrzenia na człowieka.

Ale chwila!” – powie w tym momencie uczestnik antyimigranckiego marszu – „Pomoc obcemu ma sens, gdy nie szkodzi miłości własnej, ilości rodziny czy narodu. Mało to dzieci w Polsce głoduje, mało to naszych siedzi jeszcze w Kazachstanie i nie może doczekać się repatriacji?”

Jednak większość dzieci polskich ma dach nad głową, może iść do szkoły, nie musi uważać na zaminowane pola, nie musi bać się porwania i gwałtu zbiorowego. Idąc tokiem myślenia antyuchodźczego, dopiero gdy zaspokoimy wszystkie potrzeby swoje będziemy mogli pomóc innym, których potrzeby podstawowe nie są zaspokojone. Jako, że nie da się stworzyć idealnego społeczeństwa, nigdy nie będzie możliwości pomocy obcym.

Oczywiście, w tym momencie przeciwnik uchodźców powie: „Oni pakują się do nas, mówiąc, że nie mogą wrócić do Syrii, a gdy nasza stolica leżała w gruzach my nadal walczyliśmy, a potem przyjechaliśmy, odbudowaliśmy kraj”.

Jest to półprawda. Po pierwsze, po II wojnie światowej poza granicami Polski pozostała spora emigracja, która wiedziała, że nie ma co wracać do „ludowej ojczyzny”. W Syrii nadal toczy się wojna, w którą zamieszane są wielkie potęgi tego świata, a opozycja antyasadowska jest tak podzielona, że nie wiadomo, kto jutro zażąda od ciebie spełnienia obywatelskiego obowiązku oddania resztek zapasów na potrzeby armii, albo zażąda dołączenia się do oddziału. Sytuacja jest wciąż zbyt napięta, by liczyć na odbudowę kraju. Co więcej, gdy abp. Skworc zaproponował, by każda parafia pomogła jednej poszkodowanej przez wojnę rodzinie – na miejscu lub w Polsce – odezwali się narodowcy, właśnie powołując się na św. Tomasza dowodzili, że metropolita katowicki chce islamizacji Polski.

Tak więc najczęściej sprzeciw wobec wsparcia uchodźców wynika z fałszywego rozumienia miłości własnej, każącej zamknąć się we własnych potrzebach i pragnieniach, nawet jeśli wiąże się to z łamaniem Bożych przykazań.

Co jeżeli Bóg zastosuje wobec Polski te same metody wychowawcze, co wobec Żydów, których rękami pogan pozbawił niegościnnej ojczyzny i których żony uczynił wdowami?

Tak Na Marginesie:
1) W Wj 22,23 jest zwrot וְחָרָה אַפִּיwḥārāh apȋ, „zapali się nos mój”. Nie ma tu mowy, oczywiście, o narządzie oddechowym. To semityzm, czyli zwrot zrozumiały w warunkach Bliskiego Wschodu. Wyobraźcie sobie beduina z twarzą owiniętą chustą. Po czym poznać, że poczerwieniał ze złości? Po nosie.
2) Problem, na ile migranci z Afryki wymagają pomocy jest wart osobnego wpisu. 

Opublikowano Czytania, Nacjonalizm katolicki, Wiara | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj