Cyrus, Chrystus JHWH. O władzy pochodzącej od Boga i Jemu posłusznej. XXIX Niedziela zwykła

Czytania tej Niedzieli idą w stronę relacji Boga do pogan, a przede wszystkim władzy – bo o władzy pogan mówią i Izajasz i Jezus w Ewangelii.

Choć zabrzmi to dziwnie, to w pierwszym czytaniu mamy mowę Boga do chrystusa. Tak, z małej, bo nie chodzi tu o konkretną osobę, a o tytuł i godność. Tym pomazańcem, bo o to słowo chodzi, jest Cyrus, a właściwie po persku Kurusz, a po hebrajsku Koresz, władca perski, który podbił Babilon i pozwolił Żydom wrócić do swojej ojczyzny, a także odbudować Świątynię. Przyczynę takiej decyzji podał sam „król czterech krańców świata” w dekrecie, który zachował się (najprawdopodobniej) w Księdze Ezdrasza (1,2-4). „Wszystkie państwa ziemi dał mi Pan, Bóg niebios. I On mi rozkazał zbudować Mu dom w Jerozolimie w Judzie”. Ba! Cyrus nakazał ludom, pośród których żył Naród Wybrany do wsparcia ich srebrem, złotem i bydłem oraz zwrócił sprzęty świątynne (bez Arki Przymierza). Cyrus w dekrecie twierdzi, że odbudowę nakazał mu Bóg, a cała sytuacja przypomina wyjście z niewoli egipskiej, stąd nic dziwnego, że został uznany za wybrańca Bożego.

pomazaniec Iz 45 1 v2

Bóg według Izajasza mówi do swojego pomazańca, מְשִׁיחוֹ, „mesziho”, a grecki przekład Starego Testamentu, Septuaginta tłumaczy to jako χριστῷ, „christo”. To był zwrot zarezerwowany dla króla żydowskiego. Nietypowy to wybraniec, bo nieznający wcześniej Tego, któremu nakazał postawić przybytek, do tego . I najwyraźniej nie taki bezinteresowny, bo tekst czytania pomija wersy 2. i 3., które wskazują, że Cyrus miał się nieźle obłowić:

2 Ja pójdę przed tobą
i nierówności wygładzę.
Skruszę miedziane podwoje
i połamię żelazne zawory.

3 Przekażę ci skarby schowane
i bogactwa głęboko ukryte,
ażebyś wiedział, że Ja jestem Pan,
który cię wołam po imieniu, Bóg Izraela.

Cyrus, prowadzony pod rękę przez Boga podbił cały Bliski Wschód. Sukces militarny i polityczny Cyrusa opierał się także na polityce wobec podbitych ludów. To, co spotkało Żydów, czyli powrót do ojczyzny i odbudowa miejsca kultu zniszczonego przez Babilon, stało się także udziałem i innych pobitych przez Babilon ludów. Tak tolerancyjny władca zapisał się złotymi zgłoskami w dziejach żydowskich i na pewno miał lepszą opinię niż taki na przykład Jeroboam.

Według Izajasza to wszystko wydarzyło się, by Izrael mógł zakończyć swoją niewolę. To, co w szerszej perspektywie było w miarę normalnym skutkiem roszad w geopolityce, zostaje ogłoszone jako akt działania Boga Najwyższego, który wybiera sobie na współpracowników ludzi ze wszystkich ludów, nawet jeśli nie są oni do końca świadomi, czemu ma to służyć.

A jak Jezus podchodził do kwestii kolejnej okupacji, tym razem rzymskiej? Faryzeusze i herodianie chcą zmusić Go do opowiedzenia się na scenie politycznej po stronie wrogów władzy pogańskiej lub jej zwolenników. Chcą Go zmusić by albo ogłosił, że nie należy płacić podatku (werdykt: buntownik, zgłaszamy Rzymianom, oni będą wiedzieli, co z Nim zrobić) albo, że płacić należy (werdykt: kolaborant, donosimy ludowi, oduczą się chodzić na Jego kazania). Przypomnijmy, że nie chodziło o podatki ogólnie, bo podatki rzymskie był tylko kilkoma z wielu, jakie musieli płacić Żydzi, m.in. na utrzymanie Świątyni.

Jezus daje odpowiedź wymijającą. Prosi o monetę, na której zapewne znajdował się wizerunek aktualnie panującego władcy, Tyberiusza. Możliwe, że wyglądała ona tak:

 

Kaiserliche Prägungen Tiberius, 14-37. Denar, Lugdunum (Lyon). Kopf / Livia als Pax auf Thron. RIC 26; C. 16. 3.57 g.; Feine Tönung Sehr schön Erworben auf einer Kress-Auktion für 16 DM. Estimate: 150 EUR...

Kaiserliche Prägungen Tiberius, 14-37. Denar, Lugdunum (Lyon). Kopf / Livia als Pax auf Thron. RIC 26; C. 16. 3.57 g.; Feine Tönung Sehr schön Erworben auf einer Kress-Auktion für 16 DM. Estimate: 150 EUR…

Moneta taka nie mogła na przykład znaleźć się w skarbcu Świątyni Jerozolimskiej, ze względu na wybity wizerunek ludzki, a niekiedy i symbolikę pogańską. Stąd ludzie wymieniający monety z pogańskich na żydowskie na Dziedzińcu Pogan. W tym świetle nieco innego znaczenia nabiera odpowiedź Jezusa, że skoro na denarze znajduje się wizerunek i napisy cezara:

Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”.

Można to rozumieć choćby jako proste stwierdzenie, że w Judei (por. TNM 1) rządzi Rzym, ale Bóg ma swoją domenę, której cezarowi naruszać nie wolno. Sytuacja w samej Jerozolimie była efektem dość kruchego, nie przez wszystkich akceptowanego, konsensusu między religią żydowską a kulturą helleńską. Ci, którzy najbardziej ostentacyjnie go odrzucali mieli problemy – i nie mowa tu tylko o radykalnych zwolennikach wolności Narodu Wybranego, bo i Rzymianie, jeśli nie chcieli ogólnonarodowego powstania musieli być ostrożni. Przekonał się o tym choćby Piłat, który na początku swojego urzędowania uparł się wystawić znaki rzymskie na twierdzy Antonia i musiał się zmierzyć z fanatycznym wręcz sprzeciwem elit i ludu, który zebrawszy się w Cezarei był gotów raczej dać się zasiekać niż zaakceptować obnoszenie się Rzymian z ich pogańską symboliką (por. Józef Flawiusz, Wojna żydowska, II.9.2-3). Jezus nie powiedział więc nic nowego, ale jedynie odbił piłeczkę i jeśli jego oponenci chcieli iść dalej, musieli podważyć ten podział.

Faryzeusze i herodianie zmieszali się, gdyż musieliby sami w tym momencie zadać dodatkowe pytanie o granice kompetencji Boga lub cezara. Odeszli więc, choć zaraz potem podeszli saduceusze – ale to temat innego czytania.

Gdzie kończy się granica tego, co należy do Boga? Nie tak dawno jeden z sędziów uznał ten cytat za postulat całkowitego rozgraniczenia kompetencji wiary i prawa świeckiego, państwowego z uznaniem wyższości prawa państwowego. Św. Paweł napisał, że „Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga” (Rz 13,1b). Nie jest powiedziane, że wykonuje rozkazy Boga.

Czy to oznacza, że należy być absolutnie posłusznym władzy państwowej i uznawać jej wyrok i prawo za ważniejsze od prawa Bożego? Czy może uznanie wierności Bogu za prymat oznacza odrzucenie wszelkiej innej władzy niż teokracja?

Władza świecka może być dopustem Bożym – tak, jak dopustem była niewola babilońska, a potem zniszczenie świątyni i Jerozolimy (por. TNM 2). Przesiedleńcy w Babilonie nie uznawali nakazów pogańskiego władcy, by czcić tamtejszych bożków (por. Dn 3), czy jeść niekoszerne mięso (por. Dn 1), a jednak potrafili zajść wysoko w hierarchii społecznej – jak na przykład Mardocheusz z Księgi Estery czy też sama Estera. Pierwsi chrześcijanie oddawali życie służąc wprawdzie w armii rzymskiej, jednak nie chcąc czcić geniusza augusta (por. TNM 3), potem cesarza jako boga czy złożyć ofiary bogom helleńskim.

Potem granica zaczęła się zacierać. Od Konstantyna mamy do czynienia z cezaropapizmem – władca świecki chciał być gwarantem wolności religijnej i obrońcą wiary, a aby to robić musiał mieć na nią wpływ. Pierwsze sobory powszechne były zwoływane na polecenie cesarza, by pomóc ustalić ortodoksyjną wersję nauki. Na Wschodzie po dziś odbija się to czkawką.

http://www.se.pl/wiadomosci/swiat/rosja-cudowna-ikona-wladimira-putina-pacze_223773.html


http://www.se.pl/wiadomosci/swiat/rosja-cudowna-ikona-wladimira-putina-pacze_223773.html

Tak, to płacząca ikona Putina, czczona przez niewielką sektę w Rosji. Z mniej „elitarnych” mamy też kult męczenników – rodziny carskiej. Na Zachodzie niewiele było takich przykładów, gdyż władza papieża była oddzielna od władzy królów i co kończyło się potyczkami pod Canossa i nie tylko, a także osobną domeną papieża – Państwem Kościelnym.

Jak widać da się szanować władzę pogańską bez ulegania pogaństwu. Wynika to z samego Rz 13,1 – władza państwowa pochodzi od Boga, a więc powinna być zgodna z Jego wolą i Jego przykazaniami. Tam, gdzie prawo ludzkie kłóci się z przykazaniami, można spokojnie je odrzucić i zanegować.

Obecnie zgodnie z XIX-wiecznymi tendencjami władza uważa za swoją domenę praktycznie całość życia obywatela – od kolebki, przez pracę, życie rodzinne, aż po grób. Domaga się ona nawet prawa do wyznaczania prawa do życia. Stąd też tym wyraźniejsza jest potrzeba, by władzy świeckiej pokazać, gdzie jej miejsce. Cezarowi, co cezara, ale serce człowieka, jego życie i śmierć należą do jego Stwórcy, Boga.

Tak Na Marginesie:
1) Nie ma czegoś takiego jak „Palestyna czasów Jezusa”. Jezus żył w prowincji „Syria Iudea” – Syria Żydowska, która została po upadku powstania Bar Kochby w 135 r. n.e. przemianowana na „Syria Palaestina” – „Syria Filistyńska”.
2) Próby odbudowania Świątyni po 70 r. n.e. nie udawały się, choć podjęto taką na przykład za Juliana Apostaty, jednak pożar zniszczył materiały, a sam cesarz poległ w czasie kampanii wojennej, o czym pisał np. Ammianus Marcellinus. Widać Odstępca nie był namaszczony przez Boga.
3) Pierwotnie zakładano jedynie, że władca posiada ducha opiekuńczego, geniusza, który zapewnia mu pomyślność i jemu oddawano cześć, jednak tendencję do uznawania prawdziwej boskości władcy widać już od czasów Aleksandra Wielkiego, który przyjął to od kultur bliskowschodnich. 

Opublikowano Czytania, Ecclesia i Synagoga, Wiara | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj

Czy Polacy nienawidzą kobiet? O przemocy i sztuce jej kwalifikowania

Trafiłem w odmętach internetu na artykuł z wirtualnych parówek głoszący, że 90% Polek doświadczyło molestowania. Link podesłała mi rozmówczyni, twierdząca, że dowodzi to nienawiści Polaków do kobiet. Poprawka: nienawiści Polaków i Kościoła. Czy jednak z badań, które były źródłem tych sensacji wynika tak czarny obraz?

Portal wp.pl podał jedynie ogólne wnioski i fragment pracy, jednak dalsze dotarcie do oryginału nie było trudne. I tak się okazuje, że niektóre punkty określone w rozumieniu autorek jako „molestowanie” czy „gwałt” nimi nie są w normalnym rozumieniu tych słów. To ideologiczne zaangażowanie dało początek badaniom wynikającym z chęci udowodnienia, że Polacy wcale niosą tak dobrzy dla kobiet, jak wynika to ze statystyk podawanych przez Agencję Praw Podstawowych (FRA), według której zaledwie 19% Polek doświadczyło przemocy, podczas gdy stosowny wskaźnik dla Szwecji wynosi 42%. Powołując się też na badania statystyczne autorki piszą:

W badaniach tych kwestie związane z przemocą seksualną często uznawane są za część zdarzeń mających miejsce, kiedy dojdzie do użycia siły. Nie biorą one zatem pod uwagę tych przypadków gwałtu, kiedy wobec ofiary użyta została innego rodzaju presja, lub tych, które nie wiązały się z siłowym atakiem na ofiarę (na przykład gwałt małżeński czy gwałt «na randce»).”

Problem w tym, że definicja gwałtu małżeńskiego obejmuje gwałt, jakiego dopuszcza się mąż na żonie powołując się na obowiązek współżycia zawarty w przysiędze małżeńskiej. W ankiecie nie padło pytanie pozwalające to jasno określić i odróżnić od na przykład wymuszenia stosunku przez natarczywe upominanie się o rozpoczęcie współżycia w związku pozamałżeńskim. Stosowna pozycja w wykazie pytań zadawanych ankietowanym o doświadczenia gwałtu brzmiało (s. 19):

[Czy – RG] Odbyła Pani stosunek seksualny, którego Pani nie chciała, ponieważ była Pani przytłoczona ciągłym naciskiem i presją ze strony mężczyzny”.

Gdyby twardo się tego trzymać, dziewczyna decydująca się na współżycie bo chłopak naciskał i wywierał presję, bo „wszyscy już to robią”, „tak da dowód miłości” powinna zostać określona jako zgwałcona. Można pod to podciągnąć i przymus wynikający z małżeństwa, jednak nie jest to precyzyjne, tym bardziej, że autorki przytaczają na przykład taką wypowiedź (s. 66):

Moja sytuacja polegała na tym, że zupełnie mimowolnie odbyłam stosunek analny, na który nie byłam gotowa i który okazał się bardzo bolesny. Chłopak zrobił to szybko, głupio mi było się sprzeciwić, fatalnie czułam się po wszystkim”.

Na ile mowa tu o gwałcie, a na ile o niedograniu? Treść wypowiedzi jest nie dość precyzyjna. Jednak wypowiedź ta jest w pracy zakwalifikowana właśnie jako gwałt. Spójrzmy jak rozkładają się procentowo te czynniki (s. 53):

str. 54 raportu przełamać tabu

str. 54 raportu przełamać tabu

79% należy właśnie do tej kategorii, gdy przypadek nie jest łatwo jasno zapisać do kategorii gwałtu czy zwykłego molestowania. Autorki wskazują, że stosują inny niż stereotypowy słownik (przy czym stereotyp gwałtu ma być zmuszeniem przemocą do stosunku przez obcego mężczyznę w obcym miejscu); nie wiem jednak, na ile tak przyjęta metodologia nie rzutuje na możliwość stawiania krzykliwych tez, a to one zagwarantowały projektowi „Przełamać tabu” miejsce w mediach.

Podobnie i definicja „molestowania” jest na tyle szeroka, że same ankietowane przyznają, że nie pomyślałyby, że opowiadanie dowcipów o seksie może być traktowane jako coś ponad przejaw chamstwa (s. 71). Stąd też niski procent zgłoszonych przypadków „molestowania” – w wielu wypadkach kobiety zaznaczały, że poradziły sobie same. Inaczej policja nie miałaby szans na zajęcie się czym innym niż zgłoszeniami o molestowaniu w jakiejś remizie czy na spotkaniu przy piwie. Wnioski podawane dalej między innymi przez wp.pl nie są więc tak szokujące jak powinny być według zamierzenia autorek.

Raport we wnioskach zupełnie pomija rolę „organizacji przykościelnych/parafii” jako miejsca pomocy dla ofiar molestowania. W niektórych kategoriach (molestowanie i gwałt) to własnie organizacje religijne były miejscem, gdzie kobiety szukały pomocy częściej niż  organizacje kobiece. Mimo wszystko nie należy pracy odrzucać w całości, gdyż zwraca ona uwagę na ważny problem. Każda zgwałcona kobieta to o jedną za dużo, a raport pokazuje składowe tego, co można i należy nazywać „kulturą gwałtu”.

przelamac tabu 34

Po pierwsze, niemal każda z ankietowanych doświadczyła ze strony mężczyzn zachowania wulgarnego, ale jednak tolerowanego przez otoczenie. Ponadto pojawia się motyw nacisku na współżycie (czy to małżeńskie czy nie), czy jakieś szczególne jego formy jako obowiązek kobiety, na który musi ona wyrazić zgodę, jeśli mężczyzna ma taką potrzebę – co wynika poniekąd z przeświadczenia, że kobiety lubią przygodny seks z nieznajomym (motyw przewodni 90% filmów pornograficznych), a jeśli na początku stawiają opór, to zaraz potem im się spodoba. Z tym, że nie są to wątki wynikające z tradycyjnego pojmowania rodziny czy ról kobiecych i żeńskich, jak chciałyby często powołujące się na ideologię gender autorki. Jeśli już, to z chorego rozumienia przysięgi małżeńskiej.

Gwałt małżeński ma miejsce, gdy jeden z małżonków domaga się zaspokojenia swoich potrzeb, nie bacząc na to, że przysięga obejmuje przede wszystkim miłość i uczciwość, a zatem szacunek. Jakkolwiek małżonek może okazywać miłość fizyczną wtedy, gdy nie czuje potrzeby ani ochoty, a nawet wie, że byłoby to dla niego nieprzyjemne, zawsze jednak musi to być jego wolna wola. Podobnie jak z podawaniem posiłku, pracą zarobkową na rzecz rodziny czy spędzaniem wolnego czasu – jeśli wynika to z wymuszenia, nie mówimy tu o miłości a o niewolnictwie. Jeśli ktoś powołuje się na sakrament jako przyczynę zmuszenia żony do współżycia, popełnia herezję, gdyż herezja oznacza z greckiego „wolny wybór”, a taki człowiek dość swobodnie wybiera prawa, a odrzuca obowiązki.

W przypadku każdego molestowania, czy gwałtu mamy do czynienia z założeniem, że moja potrzeba jest ważniejsza niż godność drugiego człowieka. Jest to skrajny egoizm, dotyczący jednej z najniższych sfer potrzeb. Współczesna kultura nakazuje nam jak najszybciej zaspokajać tworzone przez reklamy potrzeby. Reklamy zaś bazują właśnie na wciskaniu ludziom, że zwykły odkurzacz z brudnej, ciemnej klitki uczyni obszerny, rozświetlony i pięknie urządzony pałac. Reklamy ubrań, kosmetyków czy nawet samochodów chętnie korzystają z ciała kobiety jako przykuwacza uwagi, część świata luksusu każącego otaczać się pożądanym pięknem i samemu być pożądanym i pięknym. Kobieta w mediach silniej niż mężczyzna ulega seksualizacji, sprowadzenia do elementu świata zaspokojonych potrzeb przedstawiciela płci przeciwnej, narzędzie ku szczęściu.

Taki obraz w filmach, reklamach czy teledyskach rzutuje na to, jak do kobiety podchodzi zwykły, wychowany na nich nastolatek. Do tego dochodzi zwykłe, „męskie podejście”, czyli po prostu prostactwo czy brak dobrego wychowania podniesione do rangi wolności, akceptowalnej swobody obyczajowej i radości życia i święte przekonanie o tym, że zna się pragnienia kobiet – w końcu obejrzało się tyle filmów „przyrodniczych”.

I taki obraz świata, gdzie kobiety służą głównie spełnianiu marzeń mężczyzn zwalczają feministki, dochodząc do przesady, jakiej przejawem są właśnie wnioski z projektu „Przełamać tabu”. Czasem panie z Feminoteki zapominają walczyć z pornografią, czasem wychwalają to co pomaga kobietę przedmiotowo traktować (aborcja). Jednak nigdy nie zapominają wspomnieć o tym, że to wina stereotypów i konserwatyzmu, nawet jeśli w tym momencie z konserwatyzmem (zdrowo pojmowanym) grają do jednej bramki.

Opublikowano feminizm, Na bieżąco | Otagowano , , , | Skomentuj

Kto jest wybranym, czyli o władcy zbuntowanego ludu. XXVIII Niedziela zwykła

Wielu jest wezwanych, ale niewielu wybranych. W grece brzmi to: „Polloi gar eisin kletoi oligoi de eklektoi”. Nawet słów nie trzeba za bardzo tłumaczyć „Polloi” – kojarzy się z polifonią, politeizmem czy polityką. Oligoi z oligarchią. Eklektoi z eklektyzmem czy elekcją.

Czy to oznacza, że Bóg sam sobie wybiera, kto jest godny królestwa niebieskiego? Zobaczmy. Cała przypowieść zaczyna się od porównania królestwa niebieskiego (basileia ton uranoi) do „ludzkiego króla” (22,2: antropo basilei, ανθρωπω βασιλει – ten sam zwrot występuje w przypowieści o nielitościwym dłużniku w Mt 23,18), który przygotował ucztę. W chwili, gdy wszystko było już gotowe, cenne bydło zaszlachtowane, zaproszeni goście nie przychodzą. Ponagleni ignorują sługi króla, zajmując się swoimi sprawami, a niektórzy posuwają się nawet do tego, że wysłanników zabijają.

Co to za król, którego nikt się nie słucha? Ludzie wolą zajmować się uprawą kawałka ziemi czy obsługą sklepu niż ucztowaniem w Jego towarzystwie i radowaniem się weselem jego syna, przyszłego władcy. Najwyraźniej nikt tu nie dba o swój interes, a może nawet jawnie buntuje się przeciw królowi. Poddani zabijają ludzi przychodzących w jego imieniu, zupełnie nie bojąc się przy tym kary. Co to za król i co to za zbuntowany lud? Weźmy pod uwagę, że król zapewne nie zapraszał byle kogo. Raczej była to wybrana grupa jego przyjaciół lub ludzi, których za takich uważał.

Jak się okazuje, król porywczy. Kara na zabójców jest surowa – zostają oni wybici, zostaje zburzone ich miasto. Król więc mówi: „Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni (keklemenoi, κεκλημενοι) nie byli jej godni”. Więc zaproszeni zostają wszyscy i wszyscy zostają sprowadzeni – dobrzy i źli. Jest jednak jeden człowiek niestosownie ubrany – gdy jest on wyrzucany w ciemność król powiada: „Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych”.

uczta

Jak to rozumieć? Popatrzmy, kiedy jeszcze Mateusz przywołuje słowa Jezusa o eklektoi, czyli wybranych.

W Mt 20,16 niektóre rękopisy zdaniem identycznym z Mt 22,14 kończą przypowieść o robotnikach w winnicy.
W Mt 24,22 Jezus mówi, że ze względu na wybranych zostaną skrócone dni wielkiego ucisku.
W 24,31 Jezus mówi o zgromadzeniu wybranych w dniach ostatecznych.

W Ewangelii według Mateusza za Jezusem idą ochloi polloi, tłumy (por. „ochlokracja”) wielkie, liczne. Z kolei wybrani to ci, których Bóg ocali, zbawi. Wywodzą się oni spośród wielu, polloi wezwanych, jednak nie są z nimi tożsami.

Czy zachowanie króla, wyrzucającego z uczty zaproszonego z powodu braku szaty jest nielogiczne? Najprawdopodobniej nie. Możliwe, że szaty były rozdawane przy wejściu – co było spotykane na ucztach nie tylko w starożytności, gdy organizator chciał zadbać o estetykę czy klimat. Może też zaproszeni mieli czas, aby sobie odświętny strój sprawić

Podsumujmy symbolikę przypowieści. Ludem pierwszego wybrania byli Żydzi, jednak oni odrzucają Boga, nie słuchają proroków, niekiedy ich zabijają, odtrącają Chrystusa i głoszone królestwo niebieskie. W efekcie powołani zostają wszyscy (por. TNM 1), jednak i oni muszą spełnić pewne wymagania, by cieszyć się królestwem. To już zależy od nich, wymaga udziału ich woli i zaangażowania.

Mt 22113

Nie wystarczy cieszyć się z tego, że nie jest się obrzezanym, ale ochrzczonym – trzeba zachowywać się godnie tego zaszczytu. Jeśli ktoś chce się nazywać chrześcijaninem, powinien zachowywać się jak chrześcijanin, a nie jedynie czerpać korzyści, jakie chrześcijanom przysługują – w przeciwnym razie te korzyści obrócą się przeciwko niemu. Tak, jak w ciemności wyrzucony został człowiek bez szaty weselnej, tak katolik niegodnie przyjmujący sakramenty ponosi odpowiedzialność i karę stosowną do ważkości spraw, których nie potraktował poważnie.

Tak Na Marginesie:
1) Fragment o wybranych nie może stanowić poparcia dla tezy o predestynacji czyli uznania, że Bóg wybiera tych, których zbawi i człowiek nie ma tu nic do gadania – sola gratia w wersji extreme. „Jeszcze bardziej extreme” wersja mówi o podwójnej predestynacji, czyli także wyborze tych, których potępi – na przykład Indian czy Murzynów. 

Opublikowano Czytania, Wiara | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Teologia fekalna pastora Chojeckiego, czyli duży chłopiec z małym Kościołem. Cz. II: KUPA!!! dinozaura i kupa nieścisłości

Jak już pisałem, pastor Chojecki ma dziwaczną tendencję do ciążenia ku tematom toaletowym. Nic dziwnego, że z całej masy odkryć naukowych najbardziej rzuciło mu się w oczy i najbardziej zafascynowało go badanie koprolitów, czyli skamieniałych odchodów. Chodzi o to, że w Indiach, w okolicach Mohgaonkalan odkryto koprolity dinozaura zawierające równie stare i równie skamieniałe komórki traw. W efekcie, paleontologia musi zweryfikować obrazki z książek o tyranozaurach i diplodokach, gdyż według dotychczasowych ustaleń nie powinny być na niej trawy, której pierwsze gatunki pojawiły się dopiero później. Czy jednak odkrycie, że niektóre gatunki dinozaurów mogły żywić się trawą sprawia, że teoria ewolucji jest obalona? Swój wywód pastor zaczyna od słów:

Obiecałem, że dzisiaj załatwię ewolucjonistów łajnem dinozaura i to nie jest czcza pogróżka. Rzeczywiście, przywalimy z odchoda. Ale wszystko po kolei. [tu prawdopodobnie była dygresja, wycięta w montażu – RG] Ale miało być o odchodach, a o odchodach jest ciekawe.”

Pomijając gramatykę rodem ze „Świata według Kiepskich”, zapewne mającą zwrócić uwagę na staranny dobór argumentów, ich finezję i prostotę zarazem… A nie. Będzie trochę o estetyce Kościoła Nowego Przymierza. Posłuchajmy tylko:

Ślady materialne, jak takie stworzenie, ekhem, jak to się ładnie mówi, bo my tak między sobą, to wiecie, jak mówimy… To jest defakacja, tak? Czy defekacja [Słuchacze: „Defekacja.”] Jak się taki dy… dinozaur defekuje. No, kto mie teraz zrozumie? Jak się wysra dinozaur, nie? No o tym, co tam jest? W tej kupie.”

Kulturalny człowiek zna też takie słowa i zwroty, jak „wypróżnić”, „załatwić potrzebę”, czy od wielkiej biedy „zrobić kupę”. Ale jak się pastor obraca w kręgu, które zna tylko słowo „srać”, to też do tego poziomu kultury i obycia będzie się odnosił. Ewangelizator powinien dostosować się do poziomu odbiorców, ale sam być znakiem czegoś więcej. To, że jego owieczki na kobietę mówią „d**a” albo „locha”, nie znaczy że i on sam powinien się do nich tak zwracać.

Ale do rzeczy.

Zacznijmy od prawdy, czyli od kreacjonistów. Kreacjoniści na podstawie objawienia Biblii, bo nikt tego nie widział, tylko sam Bóg. Twierdzą, że dinozaury i wszelka roślinność powstały w ciągu jednego tygodnia, czyli kilkudziesięciu godzin.”

Konkretnie twierdzą tak kreacjoniści Młodej Ziemi, czyli ci twierdzący, że opis biblijny jest w 100% odzwierciedleniem rzeczywistych zdarzeń, jakie miały miejsce przy stworzenia świata. Pastor miesza tu dwa pojęcia, dwie płaszczyzny. Pierwsza to płaszczyzna wiary/niewiary, materializmu i chrześcijaństwa. Dla materializmu świat powstał i działa bo tak każą prawa fizyki. Dla kreacjonistów świat powstał z woli Bożej i według niej działa. Druga płaszczyzna to sposób w jaki świat powstał. I mamy współczesną naukę z teorią ewolucji i teorią wielkiego wybuchu, której przeciwstawia się opis biblijny. Rozrysujmy to sobie.

KREACJONIZM

Przywłaszczając miano kreacjonistów sobie i innym zwolennikom Teorii Młodej Ziemi Chojecki raz, że nie wie co mówi, dwa – insynuuje, że każdy kto uważa, że Bóg stworzył świat musi się z nim zgadzać.

[Ewolucjoniści] twierdzą, że między trawami a śmiercią ostatniego dinozaura (ostatniego!) – ile czasu upłynęło? Walą ostro, jak ten dinozaur kupę. Nie wiem, czy by się zmieściła w tym pokoju taka kupa dinozaura. Walą ostro: dziesięć milionów, mówią, niewyjęte. Wygrajcie w totolotka dziesięć milionów, to zobaczycie, ile to jest. Ja sobie tego już nie wyobrażam, to są za wielkie liczby dla mnie. Nawet pomimo waszej aktywności finansowej w wpieraniu nad to jeszcze do dziesięciu milionów nie dobiło. To jest jakaś ogromna przepaść. [cięcie] Dziesięć milionów lat. Dziesięć milionów lat to sporo nawet my się z tym zgodzimy. Takie usanie[?]. Czyli inaczej mówiąc, żaden dinozaur nie mógł posmakować trawki. No tak czy nie? No bo dziesięć milionów! Lata świet… kosmos dzieli ostatniego Mohikanina w skórze dinozaura od pierwszych traw. Nie mógł zjeść trawy. No i oni tak dźgali kreacjonistów przez długi czas. Ha! Ho! Widzicie! To jest dowód, że my mamy rację. No, dobrze. My czekamy, tylko spokojni. Bóg zareaguje. I w 2007 roku lub 2006, nie pamiętam dokładnie, Bóg zareagował. W jaki sposób? Ktoś wie? Znalazła się KUPA!!! KUPA DINOZAURA!!! A! W Indiach! Jest!!! [… – Chojecki psuje coś, zapowiada audycje o Chinach] W każdym razie znalazła się ta wielka kupa. No, wszyscy ewolucjoniści już mają brudne kalesony, bo ich teza może teraz zostać zweryfikowana. Rozumiecie, kreacjoniści mówili: «źarł wszystko, trawa musi być w kupie dinozaura! Bo wszystko zostało stworzone od razu.» A ewolucjoniści; «Nie, nie możliwe, bo dziesięć milionów lat później.» Haha! No to grzebiemy w kupie, naukowcy. Ja się do tego nie biorę… Ale jacys paleontocośtamlodzy khukhamh [zatykanie nosa i udawanie grzebania w stercie łajna rodem z pierwszego „Jurrasic Parku”] Co jest w kupie dinozaura? Trawa! Ile gatunków? Pięć! CBDO. Wśiuuu, teorio ewolucjonistów. [i kop] Powiedziałem, że załatwię, no to załatwiam.”

I oczywiście, że nie załatwił. Nauka ma to do siebie, że jedne teorie powstają, inne upadają. Naukowiec wie na pewno tylko to, że jeszcze nie wie wszystkiego, nie wszystkie puzzle ma przed oczami i wie, że za jego życia układanka nie zostanie ułożona. Biolog ma świadomość, że nawet jeśli rozwiąże jakiś problem, to w efekcie pojawi się jeszcze więcej pytań. Weźmy inna naukę, tym razem humanistyczną, historię. Hetyci, benej Het, synowie Heta. Lud dość aktywny w Starym Testamencie. Na przykład w Rdz 23,10 mamy Efrona Hahiti, który po namowie szanujących patriarchę benej Het oddaje pieczarę Machpel na grób Sary, a w wypisie bohaterów Dawida 1 Krn 11,41 – Uriasza Hahiti, tego samego, którego żonę Dawid ujrzał gdy kąpała się na dachu i który przypłacił pragnienie króla życiem. Do XX w. twierdzono, że Hetyci, synowie Heta to wymysł Biblii, dowód na jej nieprawdziwość. A tu dochodzi do odkrycia miasta Hatussy, stolicy imperium hetyckiego. I pojawiają się pytania – jaki byli zorganizowani, kto nimi władał, gdzie są pozostałe ich miasta, jak kształtował się ich język? Jedna ruina daje nowe obszerne pole do badań.

Zaś pastor Chojecki ma Biblię – gotowy obrazek. I na tej podstawie twierdzi, że jeśli jakiś element teorii naukowej mu nie pasuje do Biblii, to cała teoria musi być błędna. Co więcej, jeśli okazuje się, że nowe odkrycie rzuca nowe światło na poprzednie ustalenia, to dowodzi, że wszystkie ustalenia były nieprawidłowe. Najwyraźniej pastorowi nigdy nie zdarzyło się układać puzzli, czy chociażby rozwiązywać sudoku bo wiedziałby, że czasem się zdarza zmienić koncepcję.

Dobrze. A źródło tych rewelacji? Filmik podaje link do wydania magazynu Idź Pod Prąd, gdzie publikuje Chojecki. Tam równie rzetelny jak wykład artykuł stanowi komentarz do innego artykułu w czasopiśmie „Creation”. Ale podaje też namiary na badania, które stanowiły podstawę:

V. Prasad, C. Strömberg, H. Alimohammadian, and A. Sahni, Dinosaur coprolites and the early evolution of grasses and graziers, „Science” 18 November 2005, vol. 310, No. 5751, s. 1177-1180

Jakby pastor Chojecki wziął i poszukał, przeczytałby ten tekst, to by zobaczył, że ewolucjoniści wcale nie drżą, nie mają też problemu z utrzymaniem zwieraczy, a nawet są zadowoleni, bo najprawdopodobniej znaleźli brakujące ogniwo między dwoma znanymi sobie gatunkami i wyjaśnienie, skąd taki dziwny kształt zębów tamtejszych zwierząt, których skamieniałości znajdowali. Do tej pory w koprolitach trafiały się rośliny „wieloliścienne” na przykład paprocie, a tu: jednoliścienne, czyli przypominające palmy i trawy, przodków ryżu i bambusa. Żaden gatunek traw współcześnie występujących w koprolitach z Pisdury nie został znaleziony. Nie znaleziono też śladów żerowania ssaków, a przecież stworzone jednego dnia tytanozaur, bo to w jego odchodach znaleziono te ślady, miał paść się z krowami.

Skamieniałości datowane są na od 70 do 80 mln lat temu. Czyli na koniec ery dinozaurów, która zaczęła się ok. 210 mln lat temu, a zakończyła ok. 65 mln lat temu, trwała więc 145 mln lat. Tak więc dinozaury (konkretnie tytanozaury) współistniały z odkrytymi roslinami przez od 5 do 10 mln lat, do czasu aż nie doszło do masowego wymierania wielkich gadów. Nie znajduje się śladów po dinozaurach (por. TNM1) młodszych niż 65 mln lat, znajdowano jednak masę koprolitów pozbawionych śladów po trawach czy czymkolwiek je przypominających. Oczywiście, nie mamy pewności, czy nie znajdziemy starszych traw, ale na dzień dzisiejszy teoria ewolucji bynajmniej nie drży w posadach z powodu kilku skamieniałych odchodów.

Tak więc, koprolit z Pisdury nie dowodzi, że cała teoria ewolucji jest błędna, ani że kreacjoniści mają rację. A co ze słowami pastora Chojeckiego o tym, że ewolucjoniści stracili argument, którym dźgali kreacjonistów? Jeżeli argument z dinozaurów się pojawiał, to taki, jakiego pastor nie poruszył. Kościół nie tylko katolicki, krytykował Darwina za twierdzenie, że Bóg mógł pozwolić wymrzeć czemuś, co stworzył. Jeśli tak, jak chce tego Teoria Młodej Ziemi świat powstał w ciągu tygodnia i jednego dnia powstały dinozaury i krowy, to dlaczego krowy przetrwały, a diplodoki nie? To stanowi zarzut ewolucjonistów wobec teorii Młodej Ziemi. Niektórzy złośliwie sugerują, że zginęły one po Potopie. Choć przecież taki tytanozaur musiał nieźle pływać, skoro jego szczątki znajdujemy i w Indiach i w Argentynie.

Kreacjoniści Młodej Ziemi odpowiadają, że nic nie wymarło, bo dinozaury dalej istnieją, bo przecież gady rosną przez całe życie, a Noemu zależało, by wziąć młode, płodne zwierzęta. W muzeach stoją kości starych egzemplarzy, a w związku ze skróceniem czasu życia istot żywych te, które mamy obecnie nie mogą osiągnąć rozmiarów swoich przodków. Fakt, że taki waran z Komodo ma zupełnie inny kod genetyczny od tyranozaura nie jest istotny. ;)

bz DINO ARK 11-16-08 WB arka1

W każdym razie, pastor Chojecki niczego nie obalił, nawet nie dał żadnego argumentu, co więcej nakłamał twierdząc, że znaleziono trawy… Dobrze, załóżmy jedynie, że był po prostu „nieprecyzyjny” by trafić do odbiorców, a nie dlatego, że precyzyjna informacja obaliłaby jego tezę o obalaniu tezy. Ale radośnie skorzystał z okazji, by potaplać się w fekaliach.

Tak Na Marginesie:
1) Nie jest też prawdę, że dinozaury całkowicie wymarły. Zagłada spotkała wiele gatunków, głownie dużych, podczas gdy mniejsze spotykane są jeszcze przez pewien okres. Najnowsza opinia jest taka, że kontynuatorami linii genetycznej dinozaurów są współczesne ptaki, co widać na przykład po budowie kośćca.

Opublikowano Dział NSInPPiI, Herezje i ekumenizm, Na bieżąco, Wiara | Otagowano , , , , | Skomentuj

Jezusowa pieśń o winnicy Bożej. XXVII Niedziela zwykła

Izajasz nie należał do proroków lubianych i cenionych przez rodaków. Zresztą, niewielu takich było. Pieśń o winnicy świetnie nam obrazuje dlaczego Żydzi niechętnie słuchali jego orędzia. Zaczyna się niewinnie. W świetle całej księgi wręcz sielankowo. W końcu obraz Narodu Wybranego w pierwszej jej części streszcza się w Iz 1,2-4:

Niebiosa, słuchajcie, ziemio, nadstaw uszu,
bo Pan przemawia:
„Wykarmiłem i wychowałem synów,
lecz oni wystąpili przeciw Mnie.

Wół rozpoznaje swego pana
i osioł żłób swego właściciela,
Izrael na niczym się nie zna,
lud mój niczego nie rozumie”.

Biada ci, narodzie grzeszny, ludu obciążony nieprawością,
plemię zbójeckie, dzieci wyrodne!
Opuścili Pana, wzgardzili Świętym Izraela,
odwrócili się wstecz.

Tak więc słuchacze mogli poczuć ulgę, myśląc, że natręt wypominający grzechy przerzucił się na raczej świeckie kawałki. Mogli więc słuchać spokojnie o tym, jak przyjaciel Izajasza stara się, jak dba o to, by winnica spełniła oczekiwania. A ona wydaje jagody cierpkie, niemogące dać odpowiedniego na wino soku. I nagle śpiewak w imieniu swojego przyjaciela zwraca się do słuchaczy zmieniając ich w sędziów. Mają oni wydać wyrok na winnicę. Pytanie jest w świetle pierwszego akapitu retoryczne. Ziemia najwyraźniej nie nadaje się dla winorośli, więc szkoda trzymać taki nieurodzaj i utrzymywać robotników i budynki. Nie ma czego strzec, więc może mur posłuży za źródło budulca dla jakiejś innej inwestycji.

Może któryś ze słuchaczy nie zrozumiał, o co Izajaszowi chodziło i tak właśnie odpowiedział. Więc „przyjaciel Izajasza” ogłasza, że tak właśnie zrobi. Zostawi winnicę bez ochrony, żeby spustoszała, by zmieniła się w pustynię. Odetnie ją nawet od życiodajnego deszczu.

Cała pieśń okazuje się przypowieścią, parabolą w której przyjacielem Izajasza okazuje się Bóg, zaś nieurodzajnym ogrodem – Juda. Mamy tu wyraźne wezwanie do nawrócenia, w przeciwnym razie – Bóg przez Izajasza grozi zniszczeniem tego, co przez tak długi czas wspierał i pielęgnował. Od Abrahama, przez Józefa, Mojżesza, Dawida i Salomona Izrael doświadczał niezwykłej mocy Opatrzności Bożej. Adresaci muszą przyznać, że cały ten trud, te wszystkie łaski nie pomogły zachować choć pozorów dobra.

Bóg oczekiwał od Żydów dwóch rzeczy – sądu i sprawiedliwości. Widział jednak tylko rozlew krwi i płacz uciskanych. W hebrajskim mamy tu grę słów. Miał być sąd (miszpat, מִשְׁפָּט), a jest rozlew [krwi] (mispach, מִשְׂפָּח), a zamiast sprawiedliwości (cedaqah, צְדָקָה) jest płacz, krzyk rozpaczy (ceaqah, צְעָקָה). Podobieństwo słów nie jest zapewne przypadkowe. Bardzo często kara śmierci wykonana na polecenie władzy jest tylko przykrywką dla zbrodni morderstwa, pozbycia się niewygodnego człowieka i jeszcze ogłaszana sprawiedliwym sądem, a twórcy prawa robią to tak, by samemu pozostając na dogodnej pozycji stworzyć kategorię ofiar, których prawo nie chroni i którzy mogą już co najwyżej wyrazić swoją rozpacz.

 https://pixabay.com/pl/g%C3%B3ry-kolor%C3%B3w-piaskowiec-grzbiety-1372714/; https://pixabay.com/pl/zamek-staufen-burgruine-pr%C3%B3chnica-2673085/


https://pixabay.com/pl/g%C3%B3ry-kolor%C3%B3w-piaskowiec-grzbiety-1372714/; https://pixabay.com/pl/zamek-staufen-burgruine-pr%C3%B3chnica-2673085/

Czy Izajasz krytykuje tu tylko tych, którzy nie czczą JHWH? Otóż nie. Mówi to też do tych, którzy starannie obchodzą wszystkie święta, ogłaszają się wiernymi czcicielami Boga, ale wobec bliźniego mają podejście bandyty.

Ktoś mógłby powiedzieć, że Bóg straszy, że przecież nie po to wyprowadził Izraelitów z Egiptu, by teraz ich porzucić z powodu kilku przestępstw. A przecież już na pustyni synajskiej Pan pokazywał, że dla dobra Izraela jest gotów chłostać go i karać. Żydzi jednak nie skorzystali z nauki i wylądowali w niewoli babilońskiej.

I tam nadal się dziwili, nawet śpiewają w Psalmie 80 – dlaczego Bóg wypędził narody, gojim, po co dawał swojej winnicy taką potęgę, że za Salomona władała ziemiami od Babilonu po Morze Śródziemne, tylko po to, by ją porzucić? „Dlaczego?” pyta psalmista, choć zna odpowiedź. Nie może się jednak z tym pogodzić.

Jezus wyraźnie odnosi się do tej znanej przecież faryzeuszom i uczonym w Piśmie pieśni-przypowieści. Wprowadza jednak zmiany. Tu winnica już rodzi owoce i to na tyle dobre, że ci, których właściciel zatrudnił nie mają zamiaru ich oddać. Kolejne sługi są zabijane, aż wreszcie właściciel posyła własnego syna-dziedzica. Jednak chciwi najemnicy postanawiają się go pozbyć. Wyrzucają go z winnicy i zabijają.

I znowu podobieństwo do Izajasza. Jezus prosi swoich przeciwników, by wydali osąd, co należy zrobić z takimi bandytami. Wyrok jest prosty – „nędzników” potraktować surowo, wyrżnąć, a winnicę oddać lepszym od nich, którzy będą wykonywali swoje obowiązki. I znowu jest surowy wydany wyrok na siebie samych.

Kto jest kim w tej przypowieści? Winnicą jest Izrael, zaś jego przewodnicy czasów Jezusa – rolnikami, którzy mieli dbać o sprawiedliwość i wierność Prawu, o które rzeczywiście dbali, ale po to, by samym czerpać korzyści bądź to jako uzależnieni od jerozolimskiego sanktuarium i składanych tam ofiar saduceusze, bądź jako nauczyciele ludu – faryzeusze. Bóg nie dostawał należnej mu czci, gdyż Żydzi dbali o zachowanie Tory jako takiej, bez odniesienia do Niego. Wysyłani prorocy byli zabijani i prześladowani.

W końcu przyszedł Syn Boży. I co? Zostaje najpierw „wyrzucony z winnicy”, a potem zabity. Uznano, że dla Jezusa nie ma miejsca w Izraelu, że musi On zginąć, by mógł ocaleć naród. Podobnie i chrześcijanie byli wyrzucani z Synagogi i prześladowani, tak jak Szczepan. To, co zostało uznane za zbyt marny budulec, żeby stanowić choćby ścianę, stało się kamieniem węgielnym – na którym opiera się cała konstrukcja. Ci, przez których Rzymianie mieli zniszczyć Judeę stali się tymi, którzy po całym świecie rozsławili Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba.

A więc los zapowiada przełożonym judaizmu Drugiej Świątyni Jezus? Marny. To, czego tak strzegli przed Ojcem i Synem zostanie im odebrane i oddane innemu ludowi, innemu narodowi, który spełni pokładane w nich nadzieje. Tym narodem jest Kościół, będący ponad uświęconym podziałem na Jehudim i gojim. Ale i on podlega tym samym zasadom! Nawet jeśli katolik zaliczy każdy pierwszy piątek, nawet jeśli co roku przyjmie kolędę, jeśli będzie hojnym sponsorem i aktywnym uczestnikiem życia parafialnego, jeśli robi to dla siebie, dla własnych korzyści, a poza tym grzeszy „świeckimi” grzechami – nie będzie wiele lepszy od tych nędzników  i niech się nie zdziwi, jeśli ktoś zajmie jego miejsce.

Opublikowano Czytania, Ecclesia i Synagoga, Judaika, Kościół, Wiara | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Teologia fekalna pastora Chojeckiego, czyli duży chłopiec z małym Kościołem. Cz. 1: KNP vs rzeczywistość

Nie nosi koloratki, ani innego stroju duchownego. Mimo to jest pastorem Kościoła Nowego Przymierza w Lublinie, byłym katolikiem. Pastor Chojecki, bo o nim tutaj mowa, dał się poznać jako duchowy przewodnik Mariana Kowalskiego, święcie przekonany o tym, że największym złem, jakie trawi naród polski jest Kościół Katolicki (zaraz za komunizmem). Odszedł od wiary pod wpływem dialogu ekumenicznego Ruchu Światło Życie we Wspólnocie Chrześcijańskiej „Pojednanie”. Ale o tym za chwilę.

Dlaczego mam zamiar się nim zająć? Po pierwsze, jest on popularny wśród prawicowych komentatorów ze względu na swój specyficzny styl wypowiedzi, balansujący między charyzmą a wulgarnością. Ataki na każdą dostrzeżoną słabość katolicyzmu miesza z radykalną wiarą w kreacjonizm (naukowe teorie, zbija, negując ich wiarygodność bo… jego interpretacja Pisma, czyli on sam, neguje ich wiarygodność). Ponadto jego nauka ma swoisty zapaszek, odorek, jednak nie jest to swąd siarki, a bardziej przyziemny smród fekaliów, który objawia się między innymi w nazywaniu sakramentów „pierdami”, teorii Wielkiego Wybuchu „teorią wielkiego pierda” i ekstatycznym wręcz zachwycie nad koprolitami, czyli „KUPĄ!!! dinozaura”.

Zobaczmy więc, jak pastor uzasadnia swoje poglądy. Zacznijmy od początku, czyli od Wielkiego Wybuchu, w końcu w filmiku tym Chojecki wyjaśnia stosowanie fekalnej estetyki oraz dowiadujemy się też, jak narodził się Kościół Nowego Przymierza.



Dzisiaj chciałem się zwrócić do tych z was, którzy jesteście wyznawcami wielkiego bąka, albo też inaczej mówiąc, bardziej dosadnie, jesteście wyznawcami teorii wielkiego pierda”.

To wszystko o teorii wielkiego wybuchu, dość solidnie podbudowanej naukowo. Jest z nią tylko jeden problem – nie jest całkowicie zgodna z biblijnym opisem z Rdz 1-2. Katolicyzm i ¾ pastorów protestanckich poradziło sobie z tym problemem całkiem trzeźwo stwierdzając, że Biblia jest podręcznikiem wiary, a nie paleontologii i przedstawia prawdy teologiczne dotyczące pochodzenia człowieka (stworzenie przez Boga itd.), a nie miała tłumaczyć historii naturalnej. Pastor Chojecki jest jednak zwolennikiem teorii młodej ziemi i dlatego do nauki o ewolucji i teorii wielkiego wybuchu odnosi się z pogardą. Jakie argumenty podaje? Praktycznie – żadnych. Ale o tym za chwilę.

Najpierw tłumaczenie używania fekalnych epitetów.

Gdybym powiedział, że jesteście wyznawcami teorii wielkiego wybuchu, no to po pierwsze, nikt na to by nie zwrócił uwagi. To jest taki chwyt marketingowy. Trzeba czymś przykuć uwagę widzów, ponieważ w natłoku ponieważ w natłoku informacji nie potrafią znaleźć informacji ważnych, na które by zwrócili uwagę…”

Jak ktoś zwraca uwagę na tytuły o kupie, gównie czy pierdach to nie szuka ważnej informacji, tylko rozrywki opartej na humorze na poziomie późnej podstawówki/wczesnego gimnazjum. Ktoś kto szuka argumentu za wiarą taką, czy inną czy też niewiarą nie będzie szukał filmików o odchodach i wiatrach, tylko czegoś zatytułowanego tak, by był w tym zawarty problem. Wtedy ma zagwarantowaną dyskusję, rzeczowe zbijanie racji drugiej strony i podawanie swoich. Czy coś takiego oferuje pastor Chojecki? A no, nie. Jak zobaczymy na tym nagraniu i na kolejnych filmikach, nie daje on żadnego uzasadnienia dla swoich postulatów teologicznych poza „wasza teoria to pierd”.

Drugi powód jest jeszcze ważniejszy. Chcę w ten sposób wyrazić pogardę do głupoty, którą proponujecie.”

Miłość bliźniego i tak dalej… Ale poglądami oponenta się gardzi i nawet się z nimi nie polemizuje, tylko uznaje za niewarte postawienia jednego argumentu. Widać ewolucjonista nie dostał łaski, jaką dostali wierni Kościoła Nowego Przymierza w liczbie (na 2017 r.) pięćdziesięciu

Dlaczego używam tak ostrego słowa? Ponieważ to, co robicie i to dotyczy zarówno ateistów, którzy wierzą właśnie, że powstali w wyniku wielkiego wybuchu, a potem mieszania jakichś gazów, z tego wybuchu, czyli z tego wielkiego pierda, w jakiejś zupie, i z tego pierwsza komórka i później oni tam powstali z tego, że w rzeczywistości jesteście złodziejami.”

Streszczając dalszy wywód: Wielki Wybuch ma odzierać Boga z godności Stwórcy. Tymczasem katolicy i inni chrześcijanie przyjmujący wiarygodność teorii Wielkiego Wybuchu i teorii ewolucji nie negują tego, że mogą to być metody działania Boga i czczą Go jako tego, który właśnie takimi narzędziami stworzył piękny świat. Wiara nam odpowiada na pytanie „kto?”, nauka na pytanie „jak?”. Zresztą, to ksiądz katolicki opracował teorię ekspansji wszechświata od jakiegoś punktu zerowego. Zresztą, tak spektakularne i starannie zaplanowane działanie – rozłożone na miliardy lat, by stworzyć zaledwie okruszek w kosmosie zamieszkały przez człowieka nadaje Bogu znacznie większą chwałę niż stworzenie tegoż okruszka i okalających go wód.

Naprawdę nie wymaga to wielkiej akrobatyki umysłowej. A jakie argumenty ma pastor Chojecki na potwierdzenie swojej tezy? Czy jakiś astrofizyk twierdzi, że według niego nasze Słońce ma najwyżej 7000 lat? Nie. Jak sam twierdzi w komentarzach, podaje tylko rzeczy trudne do znalezienia, a argumenty przeciwko Big Bangowi łatwo znaleźć w Internecie Problem w tym, że teorię młodej ziemi łatwo znaleźć. Drugiego tak wulgarnego kaznodziei –oj, trzeba trochę poszukać, więc może o to pastorowi Chojeckiemu chodzi. Zresztą, o edukacji pastor nie ma najlepszego zdania. Powołuje się na cytat z Ap 4,11.

«Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, przyjąć chwałę, i cześć, i moc ponieważ Ty stworzyłeś wszystko, i z woli twojej zostało stworzone i zaistniało» Nie: w wyniku wielkiego pierdnięcia. Nie: w wyniku rzekomego wielkiego wybuchu, co się tam zawiesiły prawa srutututu srutututu, które wam w tych książkach durnych co roku, bo to przecież nie raz was tego uczą, tylko najpierw w przedszkolu już, że to wszystko ewolucja, dinozaury, że one nie wiadomo z czego powstały, później w szkole po kilka razy i później na studiach znowu tych głupot się uczycie okradając Boga z Jego chwały.”

Innymi słowy: oparta na naukowym dorobku ludzkości edukacja jest bez sensu, gdyż nie zgadza się z Biblią, a raczej z jej rozumieniem według pastora Chojeckiego. Taka pogarda dla pracy kilku pokoleń badaczy, takie łopatologiczne podejście do spraw zawiłych, jakimi jest historia świata nieożywionego i ożywionego najprawdopodobniej wynika z uznania teorii biblijnej za jasną i pozbawioną dziur (w 10:10 nazywa Pismo „niezmiennym, nieomylnym i pewnym”). Fakt, że dziury te pojawiają się w konfrontacji jej z obserwacją świata i wynikami obliczeń astronomicznych nie zraża pastora, dla którego te nauki – od przedszkola po uniwersytet to „srutututu”.

O tym z czego i jak powstały dinozaury w następnym wpisie.

W jednym z komentarzy do filmu Chojecki (bo to zapewne on administruje kontem „Idź Pod Prąd”) pisze w odpowiedzi na komentarz widza:

Bajka ewolucjonizmu nie jest powszechnie akceptowana, bo jest dobra teorią naukową (jest słaba, zmienna, dziurawa i pełna niewyjaśnionych kwestii). Jest przyjmowana, bo stanowi doskonałe alibi dla grzechu i folgowaniu niskim popędom.”

Teorie naukowe mają to do siebie, że są dopracowywane. Dlatego mówimy o teorii wielkiego wybuchu, a nie doktrynie. Za pewnik przyjmują ją tylko romantycy bezkrytycznie przyjmujący aktualny stan wiedzy za doskonały. Jeśli teorie radykalnie nie odpowiadają rzeczywistości i wynikom badań, to są odrzucane. Dziury się łata. Tak było z teorią heliocentryczną, która też jako sprzeczna z Pismem musiała być solidnie udokumentowana. Kolejne wersje (Galileusz, Kopernik) nie były zgodne z rzeczywistością. Gdyby ciała niebieskie poruszały się według nich, gwiazdy i planety powinny znajdować się w innych miejscach niż były faktycznie. Dlatego były weryfikowane w miarę udoskonalania naszej wiedzy (np. odejście od orbit doskonale kołowych w stronę orbit eliptycznych z etapem pośrednim – kołowych orbit z mniejszymi orbitkami, epicyklami). Aż do osiągnięcia modelu najbliższego rzeczywistości.

Ciekawe, że pastor Chojecki nie broni geocentryzmu, ani starotestamentalnej wersji ziemi z wodami dolnymi (morza, rzeki, jeziora) i górnymi (niebo, skąd pada deszcz). Czy to nie przez nie Bóg spuścił wody Potopu w Rdz 7,11? Czy Międzynarodowa Stacja Kosmiczna jeździ na szynie uczepionej sklepienia niebieskiego? Wszak, cytując odpowiedzi „idzpodprad” na komentarze osób godzących Wielkie Wybuch i wiarę w Stwórcę: „objawił, że zrobił inaczej”.

Chojecki2a

W drugiej części, pastor odpowiada na pytanie jednego z komentatorów o „nie zabijaj” i wątpliwości co do przynależności do właściwego Kościoła.

Kościół katolicki będzie zmieniał swoją doktrynę. Ja takie rozterki przechodziłem na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych (okres tworzenia się KNP – RG) i stwierdziłem, że nie będę słuchał tego, co mówią księża, czy biskupi, czy papieże, bo to jest dość zmienne i też nawzajem sprzeczne i wykluczające się, ale oprę się na tym, co jest istotą Kościoła katolickiego, czyli jego dogmatach i dekretach soborowych, które jedynie konstytuują naukę katolicką, czyli to, w co Kościół katolicki wierzy i tutaj dla mnie kryterium podstawowym jest sprawa Soboru Trydenckiego, który w Dekrecie o usprawiedliwieniu potępił Ewangelię Jezusa Chrystusa o całkowicie darmowym zbawieniu. Można to sobie tam przeczytać. Ja właśnie tak uważam, że tylko ufność do Chrystusa, to, co on zrobił jest całkowicie wystarczające dla naszego zbawienia, dla mojego zbawienia. Osobiście w to uwierzyłem i wierzę, że jestem zbawiony niezależnie od moich uczynków, sakramentów, tego jak się prowadzę, co myślę, czy się uśmiecham, czy płaczę i tak dalej. Chrystus zapłacił za mnie całkowitą, doskonałą, wyznaczoną przez Boga Ojca cenę.”

Czyli zacznijmy od rozróżnienia w jednej materii: jest różnica między darmowym odkupieniem/usprawiedliwieniem i darmowym zbawieniem. Odkupienie dokonało się na Krzyżu i obejmuje uleczenie natury ludzkiej, usunięcie przeszkody do zbawienia, jaką był grzech pierworodny (jakkolwiek pozostają jego skutki) i umożliwienie wejścia do Królestwa Niebieskiego. Zbawienie zaś to osiągnięcie Raju. Chrzest jako zanurzenie w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa zgodnie z teologią Pawła jest konieczny – nie jest wystarczające „zaufanie” (Rz 6, 3: „Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć?”). Tak Trydent mówił o odkupieniu w Dekrecie o grzechu pierworodnym:

3. Jeżeli ktoś twierdzi, że ten grzech Adama – który pod względem powstania jest jeden, przekazywany wszystkim przez pochodzenie a nie naśladowanie, będący w każdym jako jego własny – można zgładzić siłami natury ludzkiej lub innym środkiem zaradczym, a nie zasługą jedynego pośrednika Pana naszego Jezusa Chrystusa, który krwią swoją pojednał nas z Bogiem, «stawszy się dla nas sprawiedliwością, uświęceniem i odkupieniem»; albo przeczy, że w sakramencie chrztu ważnie udzielonym w obrzędzie Kościoła ta właśnie zasługa Jezusa Chrystusa udzielana jest zarówno dorosłym, jak i dzieciom – niech będzie wyklęty.”

A tak o usprawiedliwieniu w Dekrecie o usprawiedliwieniu (rozdz. 7):

[c] Jakkolwiek nikt nie może być sprawiedliwym, jak tylko przez udział w zasługach męki Pana naszego Jezusa Chrystusa, to jednak usprawiedliwienie grzesznika dokonuje się, gdy na podstawie zasługi najświętszej męki Duch Święty wlewa miłość Bożą w serca usprawiedliwianych i ona w nich pozostaje.”

O ile odkupienie jest darmowe, o tyle zbawienie wymaga współpracy człowieka. To, co on robi, myśli, jak się zachowuje ma znaczenie. Jezus wskazuje, że należy jeść Jego Ciało (por. J 6,53). Każdy może dostąpić przyjaźni z Bogiem jeśli chce i jeśli nie robi tego fałszywie – jeśli nie grzeszy myślą, mową, uczynkiem czy zaniedbaniem. Jeśli przyjmuje sakramenty, o których w ostatnim wpisie. Tymczasem pastor Chojecki głosi, że wystarczy zaufać Bogu, czytać i interpretować pismo i jest się automatycznie zbawionym. Katolik okazuje zaufanie Bogu przez przestrzeganie nauki moralnej Kościoła, przez odpowiednie zachowanie się i panowanie nad myślami.

Tymczasem wydaje się, że to właśnie przeświadczenie o tym, że już jest zbawiony (choć jest jedynie odkupiony) daje pastorowi Chojeckiemu siłę, by nie panować nad sobą, rzucać co rusz fekalną terminologią i obrażanie wszystkich naokoło. O takiej zuchwałej ufności też pisali ojcowie soborowi Trydentu w rozdziale 9. Dekretu o usprawiedliwieniu:

[c] Jak bowiem żaden pobożny człowiek nie powinien wątpić w Boże miłosierdzie, w zasługę Chrystusa i w moc oraz skuteczność sakramentów, tak samo każdy, gdy widzi siebie i swą własną słabość oraz brak usposobienia, może się obawiać i lękać o swą łaskę, ponieważ nikt nie może wiedzieć pewnością wiary, która wolna jest od błędu, że uzyskał łaskę Bożą.”

Czy to tak trudno wywnioskować z tekstów, o których pastor mówi, że je czytał i one pobudziły go do odejścia od katolicyzmu? Co ciekawe, w komentarzach pod filmikiem widzimy, że „Idź Pod Prąd” polemistom zarzuca… właśnie zaniedbanie sztuki czytania ze zrozumieniem. Wychodzi na to, że pastor Chojecki został herezjarchą tylko dlatego, że wysunął dość pochopne wnioski na podstawie tekstu, który nie jest jakoś radykalnie pelagiański czy nastawiony na uczynki. Innymi słowy: początkiem jego sekty są jego osobiste niedouczenie i porywczy i nieokrzesany charakter.

Pastor Chojecki grzeszy zuchwałą nadzieją, przekonaniem, że został obdarzony taką łaską, że cokolwiek nie przyjdzie mu na myśl na pewno nie jest grzeszne – ani wulgarny język, ani pogarda dla drugiego człowieka. Niczym chłopiec, który wierzy, że nic mu się nie stanie, bo ma potężnego tatę, tak herezjarcha z Lublina wierzy, że może opowiadać o pierdach i obrażać innych – bo „czuje się” zbawiony.

CHOJECKI1B

Opublikowano Antyklerykalizm, Dział NSInPPiI, Herezje i ekumenizm, Na bieżąco, Wiara | Otagowano , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Sztuka pytań retorycznych, czyli o potomkach Abrahama i drogownictwie w Bożym stylu. XXV Niedziela zwykła

Rozdział osiemnasty Księgi Ezechiela to jedno wielkie zerwanie z odpowiedzialnością zbiorową. Wersy od pierwszego do dziewiętnastego przedstawiają trzy pokolenia. Sprawiedliwy dziad rodzi występnego ojca, ten zaś z kolei sprawiedliwego wnuka. Czy wnuk powinien być ukarany za grzech ojca? Czy może tego chroni sprawiedliwość dziada? Nie, jak jasno stwierdza wers 20.: „Umrze tylko ta osoba, która grzeszy. Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swego ojca ani ojciec – za winę swego syna. Sprawiedliwość sprawiedliwego jemu zostanie przypisana, występek zaś występnego na niego spadnie.” Dla Żydów było to konieczne napomnienie, gdyż wierzą oni, że chroni ich szlachetność i wierność Abrahama (por. TNM 1).

Wracając do Ezechiela i dochodząc do czytania, ta sama zasada obowiązuje w życiu indywidualnym. Człowiek, który nawrócił się, nie ponosi kary za grzechy przeszłości, ale sprawiedliwego, który zejdzie na psy czeka psi los. Aż takie odkrywcze, że aż prorok musi o tym przypominać? Jak się okazuje – tak. Ezechiel krytykuje tych, którzy mówią, że droga Pana jest „lo jitachen”, czyli „niewyznaczona”, „nieodmierzona”, „nieogrodzona”, czy też „nierówna”. Jednym słowem: niepewna.

Autor: HypnoArt

Autor: HypnoArt

„Bo jak to tak:” – zdają się mówić. – „grzesznik ma się uratować tylko dlatego, że pięć minut przed śmiercią się nawrócił? Że wszedł na drogi Pana przed ostatnim zjazdem do piekła? A człowiek, który całe życie tyrał jak wół, żeby się czegoś dorobił, miałby iść do piekła za to, że na koniec życia poużywał sobie, żonę na młodszy model wymienił, opuścił parę niedziel i parę razy wypłat darmozjadom nie wypłacił? I wtedy nie będzie go Pan Bóg wszelkimi siłami z Piekła wyciągał? No, jak to tak? Najwyraźniej to wina Boga, że do takich sytuacji dopuszcza, niech więc nie ma do nas pretensji. Zamiast karać za małe grzeszki trza lepiej pilnować bożych dróg, żeby nie było zgorszenia, gdy nagle włazi na nie grzesznik, albo uczciwy człowiek z nich zbacza.”

A przez Ezechiela Bóg mówi: „Halo! Moje drogi są proste i jasno wyznaczone. To wasze postępowanie jest pokrętne, niejasne, kombinujecie na wszystkie strony”. Jest to pytanie retoryczne, bo i Bóg i słuchacze proroka wiedzieli, kto jest przyczyną problemu (por. TNM 2). Żydzi chcieli, by sprawa ocalenia życia była skomplikowana: ma się liczyć całokształt, a nie obecne czyny. I to nawet nie całokształt działań jednego człowieka, a nawet jego przodków. I dojdź tu do tego, który przodek zasłużył się na tyle, by zmazać grzech cudzołóstwa wnuka. Z jednej strony dawało to ochronę, gdy się odpowiednio wybieliło swoich ojców i dziadków, z drugiej pozwalało z pogardą patrzeć na tych z gorszych, znanych z nietrzymania się Prawa rodzin. Była to jednak ochrona fałszywa, dająca poczucie wyższości i pozwalająca w ciepełko rodzinnego zacisza cieszyć się własną, odziedziczoną doskonałością. Bywało zapewne tak, że grzesznik gardził sprawiedliwym tylko dlatego, że ojciec jednego był przełożonym synagogi, a drugiego – złodziejem. Ezechiel wskazuje na to, że taka miarka jest po prostu niesprawiedliwa, a taka droga – nierówna, niepewna i źle wyznaczona.

Zamiast tego Bóg stawia jasno sprawę: po obecnych czynach, a nie po deklaracjach i dawnych czynach poznaje się człowieka. To właśnie głosi Chrystus w Ewangelii. Stawia przed arcykapłanami, a więc potomkami Lewiego, z których każdy powinien być nieskalany i starszymi ludu, a więc jego przewodnikami dwóch braci. Jeden okazał ojcu posłuszeństwo, zgadzając się na pracę w winnicy, a potem jednak został w domu. Drugi najpierw stwierdził, że wola ojca nie jest jego wolą, jednak potem idzie i pracuje. Adwersarze Jezusa nie mieli innego wyboru, jak przyznać, że to ten drugi, niby to gorszy syn był lepszy.

Więc Jezus idzie dalej. Wskazuje, że to oni, arcykapłani i przewodnicy ludu błądzą, sprzeciwiają się Bogu, zaś ci, którzy do tej pory grzeszyli i zmienili swoje postępowanie otrzymają pierwsi to, co im obiecano i czego oni mieli być strażnikami. A wszystko przez to, że Jan był niewygodny, że krzyczał o plemieniu żmijowym, że nie wystarczy Abrahama mieć za ojca, by spokojnie zasypiać.

Czy to oznacza, że arcykapłani są straceni? Nie, jak najbardziej mogą wejść – wystarczy, że pogodzą się z tym, że w królestwie niebieskim rozsiedli się już ci, przed którymi miało być ono bronione: dawni grzesznicy. Wystarczy pójść tą samą, co oni drogą: nawrócenia, powrotu z drogi grzechu na drogi Boże.

Tak na Marginesie:
1) Tradycja rabiniczna mówi, że patriarcha ten stoi u wrót piekła i ratuje swoich obrzezanych potomków. Ślady tego znajdziemy nawet w Ewangeliach. „Abrahama mamy za ojca!” – ma być wymówką przed prawdziwym, owocnym nawróceniem, co krytykuje Jan Chrzciciel (por. Mt 3,9). Sam Chrystus w J 18,33 spotkał się z „abrahamową” apologetyką żydowską.
2) Hebrajskie „halo”, a właściwie הֲלֹא (hălō’) oznacza dosłownie „czy nie?” i podobnie jak w polskim poprzedza zdanie, które powinno zostać uznane za oczywiste a czasem zwykłe zaproszenie. Nasze „halo?’ jest jednak pochodzenia angielskiego.

Opublikowano Czytania, Judaika | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Jeden, święty, powszechny i antykomunistyczny? Coś tu nie gra, prof. Cenckiewicz!

 Czy Kościół musi być antykomunistyczny? Tego by chciała prawica, zwłaszcza ta jej część, która swój program polityczny tworzy poprzez odwrócenie tez „Kapitału” Marksa o 180 stopni. Upust takiego marzenia o „Ecclesia anticommunistica” dają publicyści, działacze społeczni i niektórzy naukowcy. Z punktu widzenia uprawianych dziedzin, mają prawo i obowiązek analizy faktów, dokumentów i zdarzeń. Czasem jednak czynią to w sposób, który każe zwątpić w ich kompetencje.

Tak jest z recenzją zbioru felietonów Alaina Besanҫona „Współczesne problemy religijne” napisanej przez Sławomira Cenckiewicza. Samego zbioru nie czytałem, jednakże sam opis sprawia, że mam wątpliwości co do tego, czy antykomunistyczne pragnienia nie udzieliły się recenzentowi i czy w tym kluczu nie rozpatruje on treść felietonów dotyczących Kościoła.

Obrywa się Kościołowi za odejście od wielowiekowej tradycji teologii zastępstwa – w myśl której obietnice dane Narodowi Wybranemu zostały niejako anulowane, a ich nowym adresatem jest Kościół. Sobór zdaniem Besanҫona zanegował nawet własne wybranie, rozszerzając przywilej ten na całą ludzkość, a nawet (o, zgrozo!) wyznawców islamu, w „Nostra Aetate”. Tak też znów dochodzimy do poziomu „jedynej słusznej prawicy”, która islam rozumie tylko przez dżihad, przemoc wobec kobiet i barbarzyństwo ISIS, co nie jest pełnym obrazem każdego muzułmanina.

Tymczasem Kościół w „Nostra Aetate” wskazuje na to, co łączy religie, wskazując ich cechy i założenia, które przy odrobinie dobrej woli mogą stanowić podstawę do dialogu. Jeśli chodzi o zerwanie z zasadą „Extra Ecclesiam nulla salus”, to do niego nie doszło. Nawet nie w Nostra Aetate, ale w Lumen Gentium (Konstytucji dogmatycznej o Kościele w świecie współczesnym) Sobór odnosi się do kwestii zbawienia tych, którzy nie zachowują z katolicyzmem pełnej jedności.

Oto co dokument (pkt. 16) ten mówi o zbawieniu żydów, muzułmanów i ateistów:

„Ci bowiem, którzy bez własnej winy nie znając Ewangelii Chrystusowej i Kościoła Chrystusowego, szczerym sercem jednak szukają Boga i wolę Jego przez nakaz sumienia poznaną starają się pod wpływem łaski pełnić czynem, mogą osiągnąć wieczne zbawienie. Nie odmawia też Opatrzność Boża koniecznej do zbawienia pomocy takim, którzy bez własnej winy w ogóle nie doszli jeszcze do wyraźnego poznania Boga, a usiłują nie bez łaski Bożej, wieść uczciwe życie. Cokolwiek bowiem znajduje się w nich z dobra i prawdy, Kościół traktuje jako przygotowanie do Ewangelii.”

Takie to straszne stwierdzenie, że kto nie poznał Chrystusa, może być zbawiony nawet jeśli formalnie był poza Kościołem? Dla kogoś, kto trwa w narracji przedsoborowej, do tego dotyka go syndrom oblężonej twierdzy tak. Oto, co na stronach ultramontanistów pisze się o podejściu do innych wiar:

„Zażenowanie odczuwano również odnośnie „postawy” zajmowanej przez Kościół wobec wszystkich, którzy nie byli członkami jedynej, prawdziwej Wiary: było to „stanowisko” wyłączności – oznaczające, że tylko On posiada prawdziwą doktrynę i prawdziwe światło oraz że doktryny i praktyki wszystkich innych religii są fałszywe i niezdolne zainspirować ludzi do prawdziwej dobroci i świętości.”

Tak więc problem pojawił się, gdy Kościół uznał, że prawdziwe dobro może być wygenerowane także przez doktrynę żydowską czy protestancką. Kościół zna całą prawdę, ale nie ma monopolu na jej fragmenty. Istnieje możliwość znalezienia tego czy innego ułomka Prawdy nawet w hinduizmie, czy ateizmie (np. jeśli wynika on z buntu wobec domniemanej, wynikającej z błędnej wiedzy, tyranii Boga w imię wolności człowieka), ale jej pełny kształt i obraz znajdziemy w katolicyzmie. Zauważmy, że ten rodzaj myślenia stawia nieprzekraczalną granice między tym, co katolickie, a tym co niekatolickie. Gdzieś przepadła starożytna doktryna „Słowa zasianego” – obecności pewnych prawd w sercach ludzi, znajdujących ujście w systemach moralnych ludzi, którzy chrześcijaństwa nie znali. Bez niej nie ma sensu dialog, a jedynie ukorzenie się innowierców i ich przyjście na kolanach do Świętej Matki Kościoła.

Dalej Cenckiewicz chwali Besanҫona za felietony dotyczące podejścia Kościoła do komunizmu.

„Euforia, optymizm i szalona myśl tamtej epoki, że „Kościół nie powinien mieć wrogów”, a jeśli tacy w ogóle są, to ich potępienie oznaczać musi „niedostatek miłosierdzia”, dało o sobie znać w konstytucji „Gaudium et spes” z grudnia 1965 r. Sobór, już pod wodzą Pawła VI, „przekształcał wrogów w przyjaciół” do tego stopnia, iż twierdził, że „wśród form dzisiejszego ateizmu nie należy pominąć tej, która oczekuje wyzwolenia człowieka przede wszystkim drogą jego wyzwolenia gospodarczego i społecznego”, chociaż dodaje, iż religia z natury swej stoi na przeszkodzie, gdyż budząc nadzieje człowieka na przyszłe złudne życie, odstręcza go od budowy państwa ziemskiego”! Besanҫon jest wobec tej agitki bezlitosny i twierdzi, że pobrzmiewa w niej aluzja do słynnej tezy Karola Marksa o religii jako „opium dla ludu”. Konsekwencją tego soborowego optymizmu i woli „przekształcenia wrogów w przyjaciół” była z kolei watykańska „Ostpolitik”, której ofiarami stali się kard. Mindszenty, kard. Beran, kard. Slipyj…”

Wynika z tego pokręconego cytatu, że „Gaudium et spes” jest prokomunistyczną agitką, uznającą za Marksem, że religia jest znieczulaczem, każącym zapomnieć o potrzebie walki o godny byt na rzecz niebiańskiego szczeecia. I albo komuś przestawił się cudzysłów, albo zapomniał zamknąć cytat i otworzyć nowy po swoim wtrąceniu albo ktoś tu paskudnie manipuluje na złość Soborowi.

Poczytajmy więc, jak wyglądają punkty 20. i 21. tegoż dokumentu. Od punktu 19 ciągnie się analiza problemu ateizmu, jego źródeł i skutków. Tekst kursywą znalazł się w cytacie z recenzji w Do Rzeczy. Pogrubiona kursywą opuszczony tekst.

„20. (Ateizm usystematyzowany). Ateizm współczesny przedstawia się też często w formie usystematyzowanej, która poza innymi sprawami tak daleko posuwa postulat autonomii człowieka, że wznieca trudność przeciwko wszelkiej zależności człowieka od Boga. Wyznawcy takiego ateizmu twierdzą, że wolność polega na tym, żeby człowiek był sam sobie celem, sam jedynym sprawcą i demiurgiem swojej własnej historii; a to jak mniemają – nie daje się pogodzić z uznaniem Pana, sprawcy i celu wszystkich rzeczy, lub co najmniej czyni takie twierdzenie zupełnie zbytecznym. Tej doktrynie sprzyjać może poczucie potęgi, jakie daje człowiekowi dzisiejszy postęp techniki.

Wśród form dzisiejszego ateizmu nie należy pominąć tej, która oczekuje wyzwolenia człowieka przede wszystkim drogą jego wyzwolenia gospodarczego i społecznego. Temu wyzwoleniu, twierdzi, religia z natury swej stoi na przeszkodzie, gdyż budząc nadzieje człowieka na przyszłe, złudne życie, odstręcza go od budowy państwa ziemskiego. Stąd zwolennicy tej doktryny, gdy dochodzą do rządów w państwie, gwałtownie zwalczają religię, szerząc ateizm, przy stosowaniu, zwłaszcza w wychowaniu młodzieży, również tych środków nacisku, którymi rozporządza władza publiczna.

21. (Postawa Kościoła wobec ateizmu). Kościół, wiernie oddany tak Bogu, jak i ludziom, nie może zaprzestać odrzucania z całą stanowczością, jak przedtem, tych boleśnie zgubnych doktryn i działalności, które sprzeciwiają się rozumowi i powszechnemu doświadczeniu ludzkiemu oraz strącają człowieka z wyżyn wrodzonego mu dostojeństwa. Kościół jednak stara się uchwycić kryjące się w umyśle ateistów powody negacji Boga, a świadomy wagi zagadnień, jakie ateizm wznieca, oraz wiedziony miłością ku ludziom uważa, że należy poddać je poważnemu i głębszemu zbadaniu.

Kościół utrzymuje, że uznanie Boga bynajmniej nie sprzeciwia się godności człowieka, skoro godność ta na samym Bogu się zasadza i w Nim się doskonali: Bóg – Stwórca bowiem uczynił człowieka rozumnym i wolnym; lecz przede wszystkim człowiek powołany jest jako syn do samej wspólnoty z Bogiem i do udziału w Jego szczęściu. Kościół uczy poza tym, że nadzieja eschatologiczna nie pomniejsza doniosłości zadań ziemskich, lecz raczej wspiera ich spełnianie nowymi pobudkami. Natomiast przy braku fundamentu Bożego i nadziei życia wiecznego godność człowieka, jak to dziś często widać, doznaje bardzo poważnego uszczerbku, a zagadki życia i śmierci, winy i cierpienia pozostają bez rozwiązania, tak że ludzie nierzadko popadają w rozpacz.

Każdy człowiek pozostaje wtedy sam dla siebie zagadnieniem nierozwiązanym, niejasno uchwyconym. Nikt bowiem nie może w pewnych chwilach, zwłaszcza w ważniejszych wydarzeniach życia, całkowicie uchylić się od powyższego pytania. Pełną i całkowicie pewną odpowiedź przynosi sam Bóg, który wzywa człowieka do głębszego zastanowienia się i pokorniejszego dociekania.

Środka zaradczego na ateizm należy się spodziewać tak od doktryny odpowiednio wyłożonej, jak i od nieskażonego życia Kościoła i jego członków. Zadaniem bowiem Kościoła jest uobecniać i czynić niejako widzialnym Boga Ojca i Jego Syna wcielonego przez nieustanne odnawianie się i oczyszczanie pod kierunkiem Ducha Świętego. Osiąga się to przede wszystkim świadectwem żywej i dojrzałej wiary, usprawnionej do tego, aby mogła jasno widzieć trudności i przezwyciężać je. Wspaniałe świadectwo takiej wiary dawali i dają liczni męczennicy. Ta właśnie wiara winna ujawniać swą płodność, przenikając całe życie wiernych, także i życie świeckie, i pobudzając ich do sprawiedliwości i miłości, zwłaszcza wobec cierpiących niedostatek. Do okazywania obecności Boga przyczynia się wreszcie najbardziej miłość braterska wiernych, którzy jednomyślni w duchu, współpracują dla wiary Ewangelii i stają się znakiem jedności.

Kościół zaś, chociaż odrzuca ateizm całkowicie, to jednak szczerze wyznaje, że wszyscy ludzie, wierzący i niewierzący, powinni się przyczyniać do należytej budowy tego świata, w którym wspólnie żyją; a to z pewnością nie może dziać się bez szczerego i roztropnego dialogu. Boleje więc Kościół nad dyskryminacją wierzących i niewierzących, którą niesprawiedliwie wprowadzają niektórzy kierownicy państw, nie uznający zasadniczych prawd osoby ludzkiej. Dla wierzących domaga się wolności działania, aby wolno im było w świecie budować również świątynię Bogu. Ateistów zaś przyjaźnie zaprasza, by otwartym sercem rozważali Ewangelię Chrystusową.

Kościół bowiem jest doskonale świadomy tego, że to, co on wieści, idzie po linii najtajniejszych pragnień ludzkiego serca, gdy broni godności powołania ludzkiego, przywracając nadzieję tym, którzy zwątpili już o swoim wyższym przeznaczeniu. Jego orędzie, dalekie od pomniejszania człowieka, niesie dla jego dobra światło, życie i wolność; poza tym zaś nic nie zdoła zadowolić serca ludzkiego, bo: „uczyniłeś nas dla siebie”, Panie, „niespokojne jest serce nasze, póki nie spocznie w Tobie”.”

Tak więc „Gaudium et spes” odnosi się do tezy Marksa o „opium dla ludu”, ale zbija ją i uznaje za boleśnie zgubną doktrynę, godną stanowczego odrzucenia. Jak można w tym cytacie doszukiwać się oczarowania Kościoła komunizmem? Chodzi o próby zrozumienia, dlaczego ludzie dają się nabrać na opowieści o wielkim ateistycznym raju na ziemi? Brak jednoznacznego stwierdzenia, że każdy przynależący do partii komunistycznej jest ekskomunikowany?

Mam wrażenie, że głównym problemem prawicowych komentatorów jest rzekoma nie dość antykomunistyczna postawa Ojców Soboru. Zdaniem prawicy, Kościół winien rzucić się do walki z jedynym wielkim złem, jakie jawiło się na horyzoncie, czyli ze Związkiem Radzieckim i innymi socjalistycznymi potęgami. Brak jednego, ostatecznego potępienia komunistycznych ustroju, polityki i imperializmu zebranego w jednym punkcie. Problem w tym, że po tekstach soborowych rozsiane są odniesienia do tego ustroju w wielu jego aspektach. W samym Gaudium et Spes mamy krytykę komunistycznego:

– stosunku do wiary (cytowany już GeS 21),
– stosunku do wolności osobistej (np. GeS 65: „Dlatego należy uznać za błędne te doktryny, które pod pozorem fałszywej wolności sprzeciwiają się wprowadzaniu koniecznych reform, jak i te, które lekceważą podstawowe prawa jednostek i zrzeszeń na rzecz organizacji kolektywnej”),
– stosunku do własności prywatnej (GeS 71.: „Ponieważ własność i inne formy dysponowania rzeczami zewnętrznymi służą do podkreślania roli osoby, a ponadto dają jej sposobność do wykonywania swoich zadań w społeczeństwie i w życiu gospodarczym, jest rzeczą bardzo ważną, by popierać zarówno jednostki, jak i wspólnoty w dążeniu do zdobycia na własność pewnego zasobu dóbr zewnętrznych”).

Jeżeli ktoś narzeka, że Sobór nie zajął się głównie doraźną polityką zapomina, że Kościół nie zebrał się w Watykanie dla celów politycznych, ale by odnieść się do zmian, jakie zaszły w świecie i by ustalić, jak w tym odmienionym świecie działać skutecznie i wiernie Ewangelii. Być może to właśnie tempo zmian i różnorodność świata kazały ojcom soborowym unikać jasnego określenia „komunizm”, ale wskazywać czynniki, jakie czynią ten ustrój nieludzkim i wrogim człowiekowi jako dziecku Bożemu. To, co w latach 60. XX wieku nazywane było „komunizmem” miało wiele odcieni i stanowiło ujście poglądów, sprzeciwów i pragnień także wierzących chrześcijan. Wielu (jak choćby księża-patrioci czy teolodzy wyzwolenia) starało nie nazywać się „komunistami”, choć realnie głosiło tezy komunistyczne. Te same czynniki kazały nie nazywać po imieniu kapitalizmu, choć i jego błędy zostały wytknięte, a niektóre tezy Soboru brzmiały wrogo „american dream”, a nawet „rewolucyjnie”:

„Tak sądzili Ojcowie i Doktorowie Kościoła nauczając, że ludzie mają obowiązek wspomagania ubogich, i to nie tylko z tego, co im zbywa. Kto natomiast byłby w skrajnej potrzebie, ma prawo z cudzego majątku wziąć dla siebie rzeczy konieczne do życia” (GeS 69).

Wydaje się, ogólnie rzecz biorąc, że Besanҫon i Cenckiewicz patrzą głównie na to, co nazywa się „duchem Soboru”, a więc hurraoptymistyczne nieraz akcje, jak na przykład reforma liturgii, które nie zawsze jest zgodne z jego wytycznymi zawartymi w dokumentach. Nie zmienia to faktu, że wspomniane w recenzji felietony powołują się na teksty soborowe, nie zawsze je poprawnie rozumiejąc czy nawet lokalizując.

Największym jednak problemem jest próba uznania za błąd braku potępienia jednego, konkretnego ustroju w sytuacji, gdy tak naprawdę wierze zagrażały dwa systemy wartości – ten krzewiony przez polibiura w ZSRR i ten rozwijający się na zachodzie Europy i USA. Kościół nie jest ani antykomunistyczny, ani ultraprawicowy, ani też jego idee nie mają wydźwięku komunistycznego. Kościół jest jeden, święty, powszechny i apostolski. Narzucanie mu wszelkich innych przymiotników według własnych sympatii politycznych i według nich rozliczanie z ortodoksji jest dużym błędem.

Opublikowano Judaika, Kościół, Na bieżąco, Wiara | Otagowano , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Heretycka matrioszka. Sekrety Biblii po raz enty któryś

 Czy można bronić chrześcijaństwa polegając na teoriach jawnie antychrześcijańskich? Oczywiście… że nie. Mimo to admini facebookowego profilu „Sekrety Biblii” postanowili uderzyć w Kościół Katolicki i Święto Bożego Narodzenia w sposób, który jest herezją w herezji, za którą kryje się herezja trzeciego poziomu.

O co chodzi? O grafikę przedstawiająca szereg bóstw, które miały się rzekomo urodzić z dziewicy 25.XII.

https://www.facebook.com/SekretyBiblii/


https://www.facebook.com/SekretyBiblii/

Opis do obrazka brzmi:
„Nasi czytelnicy już to wiedzą, Biblia nie podaje daty narodzin Pana Jezusa Chrystusa. Kościół Katolicki ustanowił symboliczną datę, 25 grudnia. Wielu prawdziwych Chrześcijan stojących na straży Słowa Bożego nie chciało się na to zgodzić, bowiem ta data symbolizowała narodziny wielu starożytnych bożków. Każdy w tamtych czasach kto wykraczał poza nauki kościoła i głosił odmienne poglądy stawał się heretykiem. Wielu wtedy zamordowano ale giną też i TERAZ – nie znając BIBLII niektórzy ludzie uznali że Jezus Chrystus to starożytny mit i odwrócili się od Boga.”

Można odnieść wrażenie, że ktoś umarł nie chcąc obchodzić pamiątki wcielenia Syna Bożego pod koniec grudnia. Prześladowania wewnątrzchrześcijańskie były różne, ale akurat na to, by ta data budziła jakieś większe kontrowersje nie ma zbyt wielu dowodów. Więcej problemów było już ze świętowaniem Wielkiejnocy. A jeśli data 25 XII była przyczyną odrzucenia chrześcijaństwa, to raczej za sprawa ateistów, tworzących wyssane z palca teorie.

Ale do rzeczy. Kościół powszechny stopniowo, od około roku 300 przyjmował jako datę świętowania Wcielenia dzień przesilenia zimowego, od której dzień staje się dłuższy, co symbolicznie uznawane jest za zwycięstwo nad złem (światła nad ciemnością). Nic dziwnego, że w czasach, gdy kalendarze w dużej mierze opierały się na cyklu przesileń i równonocy, kojarzonych także z siłami przyrody te wyjątkowe dni były świętami, do których dopisywano kult jakiegoś boga. Chrześcijanie byli tego świadomi, jednak praktycznie jaki dzień z kalendarza by nie wybrali, bardzo pobożni Grecy, Rzymianie, Persowie czy Żydzi mieli już tam jakiś swój wpis. Do tego doszedł sztucznie tworzony przez cesarzy kult Sol Invictus, Słońca Niezwyciężonego, mający być powiewem świeżości i jedności w podzielonym świecie grecko-rzymskim.

Ale Kościołowi nie chodziło tylko o symbolikę, stworzenie konkurencji dla pogan czy wymuszenie na chrześcijanach jasnego określenia się (nie dało się jednego dnia świętować w dwóch religiach). Były różne wyliczenia, kiedy Jezus mógł się urodzić. Tradycja żydowska mówi o tym, że wielcy ludzie umierają w rocznice swojego poczęcia. Święto Paschy w przeddzień którego ukrzyżowano Jezusa przypada na przełom marca i kwietnia (jej data jest zależna od kalendarza księżycowego). Więc przy Zwiastowaniu w marcu narodziny mamy w grudniu.

Podobne wyliczenia na podstawie apokryfów przedstawiał św. Hipolit (zm. 235 r. n.e.), ustalając poczęcie na 25 marca i dzień przed kalendami styczniowymi (25 grudnia) jako narodziny. Inne wskazujące na podobną zasadę wyliczenie, opierające się na innej tradycji podał Benedykt XVI w książce „Duch liturgii” – uznając 25 marca za tradycyjne upamiętnienie stworzenia świata.

Tyle o dacie. Co jednak z tym całym tłumem bogów, których dzieje mają być rzekomo wzorem dla podłych katolików ustalających niebiblijne daty świąt? Otóż admin „Sekretów biblii” dokonał tu dość swobodnego wyboru (gr. hairesis) z krążącej po Internecie serii grafik antychrześcijańskich wytykających szereg podobieństw między starożytnymi kultami a Ewangelią. Większość z nich zawiera imię boga, twierdzenie, że urodził się on 25 grudnia, został ukrzyżowany, zmartwychwstał i czynił cuda.

horus-attis-mithra-krishna-dionysus_thumb[3]

hbprotestants

A co do podziału er na obrazku to TNM 1.

Jest to echo antychrześcijańskiej teorii przedstawionej w dziele „Zeitgeist” G. Masseya. Problem w tym, że Massey był zakręconym egiptologiem, który po nieudanej karierze poetyckiej wziął się za badanie mumii i jak wielu jego XIX-wiecznych kolegów uważał się za racjonalistę tylko dlatego, że odrzucał wszelkie argumenty za oryginalnością i prawdziwością nauki chrześcijańskiej. Nie podał żadnych dokładnych źródeł swojej teorii poza inskrypcją w jednej ze świątyń, jednak ani zdjęcia ani odpisu czy dokładniejszej lokalizacji poza „Elefantyną” nie przekazał. Heroda Wielkiego uważał za chrześcijańską przeróbkę mitu o wężowatym potworze Herrucie, a jego teoria o „micie Chrystusa” została setki razy obalona, także przez protestantów, którzy zrobili nawet ciekawy film animowany.



A co z pozostałymi wymienionymi w obrazku bóstwami?

KRYSZNA. Hinduskie bóstwo współczucia i miłości. Jego narodziny upamiętnia święto Kriszna Janmasztami (ang. Krishna Janmashtami), obchodzone na przełomie sierpnia i września zgodnie z hinduskim kalendarzem słoneczno-lunarnym.

MITRA. Perskie (irańskie) bóstwo pochodzenia hinduskiego. Bez jednoznacznie określonej daty narodzin ze skały.

ATTIS. Bóstwo wegetacji czczone we Frygii, a potem w Rzymie. Bez konkretniej daty upamiętnienia narodzin.

Dlaczego więc „Sekrety Biblii” wykorzystują ten motyw? Po pierwsze, widać jakiś bezdenominacyjny nurt, odrzucający i protestantyzm i katolicyzm. Prawdopodobnie jest to jakiś albo „wolny chrześcijanin”, który zna całą masę wiadomości podważających wiarę katolicką, jednak jest to masa słabych argumentów, ze stron raczej mało wiarygodnych. Z tego wybiera, co mu wygodne, naciągając na siłę fakty lub je ignorując.  Po drugie, przebija przez wpisy przeświadczenie o mocy memów i ich prawdomówności. A tak coraz bardziej podejrzewam jakiegoś ateistycznego trolla chcącego ośmieszyć chrześcijaństwo przez udawania neofity.

Tak Na Marginesie
1) Autor obrazka używa BCE – Before Common Era („przed wspólną erą”) na to, co Anglosasi mają pod BC – „Before Christ” (przed Chrystusem”). Ot, taki problem, że nawet jak kto odrzuca chrześcijaństwo zmuszony jest liczyć czas według Jego narodzin.

Opublikowano Antyklerykalizm, Dział NSInPPiI | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Na rozdrożach bosko-ludzkich. XXV Niedziela zwykła

Czy świętość jest w ogóle możliwa? Takie pytanie nasuwa się, gdy słyszymy Izajasza mówiącego o tym, że drogi Boga nie są drogami grzesznika. Jednak sam prorok mówi o tym, że JHWH sprawił, że można go znaleźć. Nie jest całkowicie niedostępny – to po stronie człowieka leży przyczyna wrogości i braku bliskości. Jednak drogi, jakimi chodzi Pan różnią się od tych jakie preferują grzesznicy. Są ponad nimi. Bóg zrobił pierwszy krok do tego, by wciągnąć człowieka na swoje ścieżki, dał się poznać. Teraz piłka leży po stronie ludzkiej – to on decyduje o tym, czy woli żyć tak, jak żyje, czy też woli udać się na poszukiwanie dobra nieosiągalnego w obecnej kondycji.

Nie chodzi o to, by teraz Bóg kroczył ludzkimi ścieżkami i przyjął ludzkie rozumowanie z jego wszystkimi grzechami, logiką i słabościami. To człowiek ma się upodobnić moralnie do Boga, a nie na odwrót. To, że Stwórca rozumie myślenie grzesznika, nie oznacza, że pochwala wynikający z niego grzech. A niektórym wydawałoby się, że tu się przymknie oko na kradzież, tam machnie ręką na kłamstwo. Tak, po ludzku.

Sama żydowska idea świętości zdaje się przenikać jakoś do wiary współczesnych katolików. Bóg w duchu hebrajskim jest święty przez to, że jest oddzielony od świata, że jest daleki od tego co ludzkie. Tak i wielu twierdzi, że nie ma sensu dążenie do naśladowania Boga w Jego dobroci, wybaczaniu skoro doczesne potrzeby każą wroga pilnować i nie przebaczać, ostatecznie go pokonać i zgnieść, bo tego samego zachowania wobec nas samych można się po nieprzyjacielu spodziewać. Nie ma sensu być wiernym przysiędze małżeńskiej, bo człowiek ma swoje potrzeby, których Bóg nie rozumie.

Nie może tak być w chrześcijaństwie. W osobie Jezusa Chrystusa niebo i ziemia się spotkały – Bóg przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. Ten, który był niewyobrażalny i przerastał ludzi pod każdym względem, stał się dotykalny, słyszalny i zabijalny ale nie stał się jednym z grzeszników. Dlaczego? By ludzi udoskonalić, a raczej: przywrócić ich do pierwotnej doskonałości, a nawet do jeszcze większej chwały.

Podobnie i Ewangelia ukazuje, jak Bóg zniża się do ludzkiego poziomu, pozwala poznać swoje ścieżki, swój sposób myślenia. Jezus w przypowieści ukazuje gospodarza, który zatrudnia kolejno kilka grup robotników do swojej winnicy każdej obiecując po jednym denarze. Tak ci, którzy przepracowali cały dzień, tak i ci, którzy dotarli na miejsce pracy na sam koniec dniówki otrzymali jedną nagrodę. Po ludzku to niesprawiedliwe, tym bardziej, że wszyscy widzą kto ile pracował i ile dostał.

„Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” – dlaczego? Czy to jakaś kara za wysiłek i nagroda za lenistwo? Nie, to porządek Nieba. Dlaczego ten, kto przez całe życie był pobożny, miłosierny i uczciwy ma być w tej samej sytuacji, co świeżo ochrzczony neofita, zabity w wypadku samochodowym? Dlaczego ukochana babcia Leokadia, której śmierć poruszyła całą parafię i jej ukochane kółko różańcowe ma być tak samo traktowana jak jakiś Indianin, który nigdy nawet o Bogu nie słyszał, bo Kolumb się nie spieszył? Bo Niebo jest jedno. Nie ma pierwszych i trzydziestych drugich, bo jest jedno miejsce. To nie podium olimpijskie dzielące medale na złote, srebrne i brązowe (i całą masę niemedalowców). Nie ma wyższego szczęścia niż wieczność z Bogiem, bez własnych słabości i grzechów.

Trzeba jednak zrozumieć Bożą logikę i porzucić te nasze ścieżki, które nie są ścieżkami Boga.

Opublikowano Czytania | Otagowano , , , , , | Skomentuj